Kamyk
 Widmo wiatraków w Kamyku

Wraca sprawa budowy wiatraków w Kamyku. Mieszkańcy zorganizowali zebranie sołeckie, na którym dyskutowano o formalnych kwestiach wiatrakowej inwestycji. Tematem zainteresowała się również telewizja.

Po uchwaleniu nowego planu miejscowego, który blokuje inwestycje wiatrakowe m.in. w Łobodnie, wydawało się, że mieszkańcy gminy Kłobuck mogą już spać spokojnie. Przypomnijmy, że wielu z nich protestowało przeciwko farmom wiatrowym, które miały powstać na terenie gminy.

Problemy

Pojawiły się powody, by znów ludzie mogli wyrażać swój sprzeciw. Wszystko przez drogę 822/2, która jest położona niedaleko Góry Kamyckiej. Prawo do korzystania z niej może ułatwić inwestorowi budowę wiatraków.

Decyzją starosty, droga stała się publiczna. Obecnie należy więc do Skarbu Państwa i jest przewidziana jako droga dojazdowa do budowy.

Nieobecność Kiepury

Na zebraniu pojawił się m.in. burmistrz Kłobucka, Jerzy Zakrzewski oraz naczelnik Wydziału Geodezji, Kartografii, Katastru i Gospodarki Nieruchomościami w Starostwie Powiatowym w Kłobucku, Maciej Kuk. Niestety na spotkaniu zabrakło starosty Henryka Kiepury, co wywołało spore oburzenie wśród mieszkańców. Padło wiele gorzkich słów, a Alicja Kardas skwitowała nieobecność starosty słowami: ”Jest to śmieszne”. Sołtysi Borowianki i Kamyka twierdzą, że Kiepurę zaprosili, a że to on wydał sporną decyzję, był mocno oczekiwanym gościem zebrania. ”Na gorąco” próbowano skontaktować się z nim telefonicznie, niestety bezskutecznie – miał wyłączoną komórkę. Po zebraniu zapytaliśmy Henryka Kiepurę dlaczego nie pojawił się, a ten odpowiedział, że nie został zaproszony. Miał pretensje, że nie wręczono mu zaproszenia, ani nie zatelefonowano do niego. Podkreślił, że na następne spotkanie na pewno się uda. Rada sołecka twierdzi, że zaproszenie przekazano panu naczelnikowi oraz Maciejowi Biernackiemu. Słowo przeciwko słowu. Widać obie strony będą miały sobie co wyjaśniać, gdy tylko nadejdzie taka sposobność.

Co z tą drogą?

Maciej Kuk zwrócił uwagę, że zebranie nie jest zbyt dobrze zorganizowane, gdyż brakuje na nim jeszcze jednej bardzo ważnej osoby.

– Powinna być zaproszona pani naczelnik wydziału architektury, która opracowywała tę decyzję. Nie czuję się kompetentny do odpowiedzi na żadne pytania związane z pozwoleniem na budowę – powiedział Kuk.

– Trochę mnie dziwi, że Pan mówi o pani naczelnik, bo ona mówiła identycznie jak Pan w tej chwili. Na spotkaniu  powiedziała, że wydała pozwolenie, bo nie miała innego wyjścia – odpowiedział Jerzy Zakrzewski.

Burmistrz zwrócił uwagę na to, że kwestia uregulowania stanu prawnego drogi jest kluczowa, gdyż na podstawie tej regulacji zostało wydane pozwolenie na budowę. Tak więc inwestor dysponuje prawem do korzystania z tego terenu.

Naczelnik był dobrze przygotowany w temacie statusu prawnego drogi dojazdowej. Miał ze sobą wiele dokumentów, a niektóre z nich sięgały datą czasów carskich. Zaznaczył, że nie ma żadnego pośpiechu w decyzjach starostwa, tak jak sugerują inni.

– Starosta reguluje własności wszystkich dróg na terenie powiatu kłobuckiego. M.in. regulację tej drogi rozpoczęto w 2014 roku. W 1946 roku wpisano własność Skarbu Państwa na podstawie dekretu o reformie rolnej. Wiem, że są roszczenia osób prywatnych, że ta droga była wydzielona z działek prywatnych – tłumaczył Kuk.

Wyjaśniał, że w dokumentach, którymi dysponuje starostwo nie ma dowodu na to, że droga ta należała do osób prywatnych. Jest odwrotnie. Wynika z nich, że już w latach 50-tych droga ta była publiczna.

Mieszkańcy twierdzą, że przedstawiciele firmy odwiedzali poszczególne osoby i próbowali uzyskać od nich zgody na korzystanie z owej drogi. Dlaczego więc to robili jeśli droga należała do skarbu państwa?

– Jeżeli uważacie, że to Wasza własność, pokażcie mi dokument, że tak jest. Nie ma takiego dokumentu, że pan, czy pani byli właścicielami tej drogi. Albo ja go nie znam – powtórzył Kuk.

Wydawało się, że mieszkańcy nie mają zbyt wielu argumentów po swojej stronie. Wtedy do rozmowy włączył się związany z Kamykiem radca prawny Szymon Ziębacz. Zaczął swoje prawdziwe show zasypując pytaniami naczelnika Kuka. Przybyli goście mogli poczuć się jak na jakimś dobrym filmie z motywem sądowym. Ziębacz w końcu zaskoczył wszystkich dokumentem, z którego treści wynika, że w latach 50-tych właścicielem części drogi był jeden z mieszkańców.

– Nie neguję, że tak mogło być. Nie znałem takich dokumentów – powiedział Kuk.

Na jakiej podstawie ten teren stał się drogą publiczną? Na jakiej postawie droga ta stała się własnością Skarbu Państwa w 1959 roku, skoro w 1958 roku należała do osoby prywatnej? Czy mogło dojść do pewnych nieprawidłowości? Mogły pojawić się błędy w procedurze administracyjnej? – dopytywał Ziębacz.

Kuk odpowiedział, że błędy mogły się pojawić. Dziwił się, że od tylu lat nikt nie próbował ujawnić, że jest właścicielem części tej drogi, skoro istnieje taki dokument.

Dodał, że były czasy, gdy ”wszystko co było państwowe, to było państwowe”. Nikomu nie trzeba było tego udowadniać. Nikt się nie pytał dlaczego.

– Jeśli chcecie udowodnić, że droga należała do osób prywatnych to na podstawie odpowiednich dokumentów musicie dowodzić swoich racji w sądzie – wyjaśniał Kuk.

To jedna z możliwości zablokowania inwestycji. Gdy uda się dowieść w sądzie, że właścicielem części tej drogi jest osoba prywatna to sprawa będzie o wiele prostsza. Obecnie zgodnie z prawem należy ona w całości do Skarbu Państwa.

Zakrzewski dziwił się, że inwestor uzyskał pozwolenie na budowę, skoro dopiero później uregulowano sprawy geodezyjne związane z drogą. Zgodnie z tym co można było usłyszeć na zebraniu, właściciel firmy posłużył się wtedy stosownym oświadczeniem o dysponowaniu gruntem.

– Czy ktoś weryfikował stan aktualny, czy oparł się na oświadczeniu? – dopytywał burmistrz.

Istnieje prawdopodobieństwo, że decyzja o wydaniu pozwolenia na budowę może być ”skażona błędem”.

”Idziemy dalej”

Na zebraniu pojawili się także mieszkańcy Krzepic, którzy z pozoru wyglądali na bardzo zatroskanych wiatrakowym problemem. Z czasem jednak pokazali, że przyjechali do Kamyka nieprzygotowani i nie wiedzieli, że miejscowi niemal wyczerpali już wszystkie możliwości zablokowania inwestycji. Mało tego, nie słuchali argumentów drugiej strony i wyglądali na osoby, którym bardziej zależy na tym, by ”zabłysnąć” i zdyskredytować działania burmistrza, niż rzeczywiście pomóc w rozwiązaniu problemu.

Bardzo trzeźwo do tematu odniosła się Alicja Kardas, której wypowiedź jasno sugerowała, że warto patrzeć w przyszłość, a nie ciągle rozdrapywać rany przeszłości i wytykać ”co było nie tak”.

– Idziemy dalej. Jest pozwolenie na budowę, ale jednak coś było nie tak. Może na tej podstawie coś uda się zdziałać. Dalej. Windprojekt zmienił trasę przebiegu kabla. To jest sedno sprawy. Musimy to blokować dotąd dopóki się da – apelowała Kardas.

Jeśli właściciele działek, przez które miałby przebiegać wspomniany kabel nie wyrażą na to zgody, wtedy może to doprowadzić do zablokowania inwestycji. Bez odpowiedniej infrastruktury w postaci linii energetycznej, właściciele firmy budującej farmy wiatrowe będą w ”kropce”. Wielu z obecnych na zebraniu ma nadzieję, że posiadacze owych działek wykażą się solidarnością z pozostałymi mieszkańcami. Pytanie, czy przedstawiciele firmy nie odwiedzili już tych właścicieli z odpowiednią ofertą przekonującą do wyrażenia zgody na przesunięcie kabla?

– Nie może być tak, że interes osoby prywatnej jest ponad interesem społeczności! – mówiła Kardas.

Kardas dodała, że być może już wkrótce zgodnie z zapowiedziami, zostanie wprowadzone prawo mówiące o tym, że wiatraki nie mogą zostać wybudowane bliżej niż 3 kilometry od najbliższych zabudowań.

O tym jak potoczą się losy wiatraków w Kamyku będziemy informować na łamach Miejskiej.

Sebastian Zielonka
zielonka@miejska.info.pl

 

Niektóre zdjęcia pochodzą z katowice.tvp.pl

Miejska TV