Toksyczny ”związek”

Tytuł odnosi się do nieuczciwego, w mojej ocenie, układu na jaki kiedyś przystała gmina Kłobuck. To swego rodzaju toksyczny związek pomiędzy nami, a częstochowskimi wodociągami. Zresztą – dotyczy to każdej gminy, która jest w związku komunalnym ds. wodociągów i kanalizacji. Znów czekają nas podwyżki tak w Kłobucku jak i w Częstochowie i pozostałych 7 gminach.

Na zgromadzeniu związku podjęto decyzję o przyjęciu podwyżek bez podejmowania uchwały, a co za tym idzie nie było głosowania w tej sprawie. Głosowanie dotyczyło tylko procedury w jakiej ma być przyjęta podwyżka. Nie ma uchwały. Nie ma czego zaskarżyć. Podwyżka i tak będzie. Finito.
Chciałbym odnieść się do zebrania kłobuckich radnych z przedstawicielami Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji Okręgu Częstochowskiego.
Pan Babczyński dał się poznać na zebraniu jako bardzo miły człowiek. Grzeczny, wygadany. Komunikatywny niczym pierwszy lepszy przyzwoity przedstawiciel handlowy.

Żyje jednak w zupełnie innej rzeczywistości. Tak jak jego koledzy wiceprezesowie. Trudno, by było inaczej skoro od lat zarabiają blisko ćwierć miliona złotych rocznie. Trzeba przyznać, że owa podwyżka jest dla nich czymś w rodzaju problemu jaki stanowi dla byka kartofel.
Według Babczyńskiego, konsorcjant, który już trzykrotnie wygrał konkurs ofert na dostarczanie prądu do przedsiębiorstwa, przyjął sobie ”za punkt honoru”, by to od niego ”brać” energię i jak najtaniej prąd sprzedawać. ”Na pewno” facet traci jeszcze na całym interesie. Wydaje mi się, że każdy kto w takowym konkursie startuje chce wygrać go po to, by ”coś zarobić”. W przypadku takiego podmiotu jak przedsiębiorstwo, zapewne konsorcjantowi wystarczy na coś więcej niż przysłowiowe waciki.

Śmieszy mnie to zapraszanie radnych do przedsiębiorstwa, by mogli poobserwować od środka, jak funkcjonuje ta cała machina. Nawet burmistrz Jerzy Zakrzewski zaznaczył, że może warto się tam wybrać, zobaczyć na jakim poziomie ta gospodarka jest tam prowadzona. Przy okazji przytoczył też historię jak to wójt Panek łopatą przepychał kanał. Co za metody! Biedny ten Bogdan Praski, naprawdę biedny. Pisząc już serio, to znając jednak tego wójta, pewnie ”korona mu z głowy z tego powodu nie spadła”.
Wracając, czy zapraszający mają świadomość, że choćbyśmy na miejscu zobaczyli Enterprise ze Star Treka to mielibyśmy to na serio ”gdzieś w głębokim poważaniu”? Nas mieszkańców Kłobucka i innych miejscowości mocno interesuje to jakie płacimy rachunki. Tu nie chodzi o to, że ktoś z nas ma pretensje o jakość świadczonej usługi. Jednak ”psim obowiązkiem” jest dostarczanie nam wody takiej jaka być powinna. Zrzeszając w związku tyle gmin, pobierając takie opłaty przez tak wiele lat, naprawdę nie ma się czym chwalić. Wierzymy na słowo, że wszystko wygląda tam bardzo profesjonalnie. Brawo!

Przechwalanie się jak to szybko naprawiane są wszelkie usterki związane z wodociągami, jest również co najmniej nie na miejscu. Zatrudniając ponad pół tysiąca pracowników musieliby mieć w kadrach wyjątkowych ”nierobów” i leni, by nie robić tego sprawnie. To również ich obowiązek.
Skoro już jestem przy kadrach. Jak to możliwe, że przedsiębiorstwo zatrudnia tak wiele osób? Proszę mi wybaczyć, ale czegoś nie rozumiem. Gdy podzielimy ilość pracowników na 9 gmin, które do związku należą, wychodzi na to, że specjalistów od wody jest w każdej z nich ok. 60. Słusznie radny Woźniak zauważył, że coś tutaj jest nie tak. Jak inaczej wytłumaczyć to, że w gminie Krzepice, czy Panki pracuje ich tylko kilku? Wiem, że w Pankach, gdy zdarzy się poważna awaria, to wynajmuje się zewnętrzną firmę, która problem naprawi. To gminę kosztuje. Na samą myśl o takim argumencie przedstawiciele wodociągów pewnie aż ”cmokają z zachwytu”. Proszę sobie jednak wyobrazić, że znów ceny pozostały tam na niezmienionym poziomie. Gdyby byli na dużym minusie w związku z owymi awariami, chyba taryfa zostałaby podwyższona? Czyż nie?

Jednym z koronnych tłumaczeń na miażdżące dla przedsiębiorstwa dane przedstawione przez Witolda Dominika i innych radnych, dotyczące sąsiednich gmin, w których płaci się wyraźnie mniej, jest to, że nie można wszystkiego sprowadzać do danych. ”Każda gmina jest inna”. Z całym szacunkiem: bla bla. Czym różni się gmina Miedźno od sąsiadującej z nią gminą Popów? Jest aż tak wiele różnic, żeby karać mieszkańców Miedźna i okolic tak drastyczną podwyżką? Tam cena nie była jeszcze tak wysoka, ale teraz zrównana zostanie do pozostałych gmin z związku. Tak więc gminę Kłobuck czeka podwyżka o blisko 70 gr (woda i odbiór ścieków). W Gminie Miedźno podwyżka wyniesie więc prawie złotówkę.
Rozmawiałem z wójtem Popowa, Bolesławem Świtałą. Co się okazało? Kolejny rok bez podwyżki. Od 2014 roku ceny na niezmienionym poziomie. W ubiegłym roku wybudowano tam kanalizację na Kamieńszczyźnie za blisko 3 mln. zł. Mimo to nie będzie podwyżki nawet o 1 gr. Zapytałem tamtejszego wójta, ilu jest tam kierowników ”od wody”. Odpowiedział krótko: ”żadnego”. Jak to? – dopytywałem. Tak to, jest pracownik w urzędzie gminy odpowiedzialny za tę działkę. Dodatkowo kilka osób zatrudnionych na oczyszczalni. Proszę sobie wyobrazić, że o dziwo woda z kranów w Popowie nadal płynie, a płacą tam o ok. 30 proc. mniej od nas.

Następny argument. Ponoć nie chodzi o zysk, bo ważny jest solidaryzm społeczny. No prawdziwi misjonarze pracują w tym przedsiębiorstwie, gdzie średnia wypłat w tamtym roku wyniosła ponad 4,5 tys. zł. miesięcznie. Tu właśnie chodzi o pieniądze! O zachowanie status quo! Z finansami nie jest najlepiej, więc trzeba znowu przywalić podwyżki, a co?! Jeśli panowie prezesowie, aż tak ubolewają nad losem wielu ludzi, którzy zarabiają bardzo małe pieniądze, to może niech poszukają oszczędności w swoich kieszeniach? No, ale po co? Najtrudniejszy jest ten okres kiedy trzeba wszystkim tłumaczyć, dlaczego będzie drożej, no ale w tym temacie to przecież prezesowie musieli dojść do perfekcji. Niemal co roku to samo. Przepraszam! W roku wyborczym podwyżki nie było! Ciekawe dlaczego…
Później jest już z górki. Na ”pocieszenie” po trudnym czasie użerania się z radnymi i innymi narzekającymi, panowie prezesowie otrzymują po ok. 30 tysięcy złoty tzw. nagrody rocznej. To tak na otarcie łez.

Jakieś koszty związane z tym co ci panowie mówili, może faktycznie się podniosą. Może więcej wydatków czeka przedsiębiorstwo, może wszystko co mówią jest prawdą. Czy nie należy się jednak pochylić nad tym, że coś jest nie tak, skoro mieszkańcy muszą płacić tak dużo? Skoro co roku czekają na nas podwyżki? Z danych za 2014 rok wynika, że główna księgowa zarabia tam oficjalnie więcej niż prezydent Warszawy! Ludzie! Czy to jest normalne?
Gdy słuchałem słynnej wypowiedzi pana Króla, który jest w przedsiębiorstwie wiceprezesem, to naprawdę nie wiedziałem, czy śmiać się, czy płakać. Przypomnę, że na pytanie jak tak szybko awansować w przedsiębiorstwie odpowiedział, że wystarczy ”skończyć odpowiednie studia (…). Trzeba mieć jeszcze trochę szczęścia”.
Zdarza się. Podobne szczęście miała całkiem niedawno jedna z mieszkanek Częstochowy, która wygrała samochód w loterii paragonowej. Jedną z organizatorek loterii, która miała promować ”uczciwość”, była jej koleżanka. Panie Michale, czy nie można było odpowiedzieć choć odrobinę błyskotliwiej? Królowi, znaczy prezesowi, przepraszam – wiceprezesowi takie wypowiedzi nie przystoją. Z drugiej strony, gdyby te słowa nie padły, to w nagrodę nie otrzymałby Pan od nas zaszczytnego ”Złotego strzału”, którym dotarł Pan do bardzo szerokiego grona odbiorców. Wiem, że to nic w porównaniu do nagród do jakich się Pan przyzwyczaił. 30 tysięcy złotych drogą nie chodzi, no ale ponoć pieniądze to nie wszystko.
Tak na marginesie, to naprawdę niezwykle ciekawe jak szybko został Pan wiceprezesem wodociągów. No, ale studia i szczęście w tym przypadku zadziałały. Skoro już zwracam się bezpośrednio do Pana, to proszę przy okazji pozdrowić od Miejskiej pana Krzysztofa Matyjaszczyka. Ciekawe jak długo pozostanie Pan na swoim stanowisku, gdy prezydent Częstochowy przegra wybory samorządowe. Jeśli przegra rzecz jasna. Zresztą – do tego momentu zostało jeszcze… sporo pieniędzy do zgarnięcia. Można się pogubić. Ile to będzie? Z ”pół bańki”? Tak, czy siak – proszę oszczędzać. Wie Pan jak to jest, życie nie jest tanie. W końcu i za wodę m.in. dzięki Panu płaci się ”jak za zboże”.

Nawet ”biedny” Babczyński się już pogubił finansowo, czemu wyraz dał na zebraniu. Nie pamiętał dokładnie ”ile to było” tej nagrody w roku ubiegłym. 30 tysięcy w tę, czy w tamtą. Mam jednak dobre tłumaczenie tej amnezji. Argumentacja niemal tak dobra, jak ta, którą usłyszeli radni, gdy prezesowie opowiadali dlaczego będzie drożej. Proszę się skupić. Oto tłumaczenie: ”Oj tam, oj tam”.
Może kiedyś o panach ekscelencjach prezesach będzie nawet sam prof. Miodek mówił! Dlaczego? Mam wrażenie, że jeszcze kilka lat waszego ”szefowania” i w tym słynnym związku frazeologicznym woda zastąpi zboże. Jakaż to będzie piękna legenda ”O trzech takich co zamienili zboże w wodę”. Mam też kolejną. ”O Królu co zastał przedsiębiorstwo drewniane i zostawił murowane”. W końcu jest tam tak cudnie. Bez śmiechów proszę, bo z pustego to i Babczyński wody nie naleje.
Wiem, wiem przesadzam już, no ale spodobała mi się błyskotliwość pana Króla i chciałem dorównać. My faceci tak mamy. Lubimy rywalizować.
Aleksander Tokarz zauważył, że po inwestycjach kanalizacyjnych majątek jaki wkłada do przedsiębiorstwa gmina Kłobuck stanowi 1/4 całego majątku częstochowskich wodociągów. Nie mamy z tego żadnych profitów. W ramach ”solidaryzmu” płacimy tyle co reszta. Mało tego mamy tylko jednego przedstawiciela w zgromadzeniu, które liczy 14 osób! To kpina.

Najgorsze jest jednak to, że przedsiębiorstwo skutecznie uzależniło nas od siebie. Robiło to przez lata. Ktoś kiedyś zgodził się na idiotyczny układ. Inwestycje, który czyni przedsiębiorstwo, wszelkie usprawnienia w gminie Kłobuck są ich własnością. Ponoć przez lata zainwestowano w gminie kilkanaście milionów złotych. Jednak to oni są właścicielem tych usprawnień. Jakim cudem, skoro wydają pieniądze z wypracowanego zysku, który osiągają dzięki wysokim rachunkom, które płacimy? Inwestują niejako nasze pieniądze. Okazuje się, że to już jednak ich kasa. Urząd najprawdopodobniej musiałby zwracać każdą złotówkę, jeśli chcielibyśmy się w końcu usamodzielnić w temacie wodociągów.

Gmina Kłobuck jest w niezwykle trudnej sytuacji. Nawet gdyby znalazł się odważny, który chciałby doprowadzić do zerwania tego ”toksycznego związku”, to zwrot milionów złotych może oznaczać opłakane skutki dla urzędowych finansów. Może, ale nie musi. Ponoć nie ma rzeczy niemożliwych. Na próby wyjścia z ”sytuacji bez wyjścia” nie decydują się głupcy, a ci, którzy mają wizję i odwagę. Czy są tacy wśród tych, których nasz lokalny naród wybrał w ostatnich wyborach? Czy może są tam głównie ci, którzy będą powtarzać jak mantrę: ”nie da się, no co zrobić”? Nie szukajmy w pierwszej kolejności pięciu powodów przeciw pewnym decyzjom, tylko dziesięciu ”za”. Potrzebne są zmiany. Potrzebna jest rzeczowa analiza, ale nie taka przygotowana przez częstochowskie wodociągi. Trzeba rozważyć wszelkie możliwe opcje. Dla nas i przyszłych pokoleń. Jedną z nich może być spłacanie, dla mnie absurdalnego, długu wobec przedsiębiorstwa. Rocznie z rachunków za wodę i odbiór ścieków gmina może zebrać ponad 5 milionów zł. Za kilka lat możemy być wolni od chorych układów. Pamiętajmy, że na zebraniu z przedstawicielami przedsiębiorstwa padło zdanie, że ”naturalne” jest to, że zbudowana przez nas kanalizacja stanie się własnością wodociągów z Częstochowy. Kosztowała nas wszystkich nie tylko sporo nerwów, ale i sporo pieniędzy. To 50 milionów złotych! 20 wydanych ze środków własnych. Reszta była pozyskana z zewnątrz, ale dzięki wysiłkowi kłobuckich urzędników.
Oczywiście możemy nadal trwać w tym toksycznym ”związku” na obecnie panujących zasadach. Pamiętajmy jednak, że góra już jest wysoka, a ”im wyższa góra, tym większa przepaść”…

Sebastian Zielonka
zielonka@miejska.info.pl

Miejska TV