”Myślę o come backu”

W listopadzie mijają dwa lata od wyborów samorządowych, w wyniku, których po ośmiu latach rządów w Gminie Kłobuck, gabinet burmistrza opuścił Krzysztof Nowak. Jak wiadomo ten ważny w stolicy naszego powiatu stołek zajął Jerzy Zakrzewski. Podczas symbolicznego przekazania władzy na sali sesyjnej mogliśmy zobaczyć sielankowe obrazki, które działały pokrzepiająco na postronnego obserwatora. Oto bowiem, bo ostrej kampanii wyborczej obaj panowie zachowali się z prawdziwą klasą. Sielanka jednak nie trwała długo.
Przedstawiamy autoryzowany wywiad, z którego można się dowiedzieć m.in. co o ”Nowej jakości” myśli były burmistrz.
Z Krzysztofem Nowakiem rozmawiał Sebastian Zielonka.

Sebastian Zielonka: Niedługo mijają dwa lata od Pana porażki w wyborach. Jak odnalazł się Pan w nowej rzeczywistości? Obecnie jest Pan etatowym członkiem Zarządu Powiatu Kłobuckiego.
Krzysztof Nowak:
Uważam, że się odnalazłem, chociaż niekiedy myślę, że zbyt mocno się absorbuję sprawami, które dotyczą naszego miasta, naszej gminy i wszystkiego co z tym związane. Po prostu moje emocje, czy frustracje, są często wywoływane przez komentarze aktualnego włodarza miasta, a przecież w sposób pokojowy, w stylu bardzo przyzwoitym nastąpiło przekazanie władzy. Niestety od czasu do czasu dostaję od burmistrza prztyczek w ucho w postaci jakiejś ostrej krytyki. Krytykę rzeczową i konstruktywną zniósłbym bez problemu. Taka jednak nie jest.
Wracając, myślę, że się odnajduję, ponieważ mam bardzo duże doświadczenie jeżeli chodzi o administrację samorządową i terenową. Mam odpowiednie wykształcenie, w tym zakresie jestem specjalistą, skończyłem również studia podyplomowe. Po prostu potrafię się poruszać w tej bardzo trudnej materii, zwłaszcza materii prawno-administracyjnej, gdzie trzeba być bardzo wyczulonym zwłaszcza w kwestii zawierania umów, czy inwestycji.
Powiem też, że mam dużo więcej czasu. Stwierdzam obiektywnie, że jeżeli się poważnie podchodzi do kwestii, aby służyć mieszkańcom i wywiązywać się ze wszystkich obowiązków, to będąc burmistrzem trzeba odłożyć swoje życie rodzinne, swoje hobby, czy zainteresowania, trochę na bok. Jest to bardzo absorbujące zajęcie. Same zebrania z mieszkańcami poszczególnych miejscowości, sołectw, zabierają mnóstwo czasu, zwłaszcza w godzinach popołudniowych, które można by było spędzić z rodziną. Jeśli podchodzi się do tego zawodu odpowiedzialnie i z poświęceniem to praca gdzie trzeba być w gotowości przez 24 godziny. Mnie niejednokrotnie budzono w nocy, że coś się dzieje. Nie ma tak, że coś człowieka nie interesuje. Była powódź, to zakładałem buty gumowe, jechaliśmy na Smugi i ratowaliśmy dobytek ludzi.

Burmistrzowanie nie jest na pewno tak łatwym ‘kawałkiem chleba” jakim mogłoby się to wydawać. Skoro jest tego czasu więcej, to jak go Pan lubi spędzać?
W młodych latach bardzo intensywnie trenowałem i grałem w piłkę nożną. Moja głowa jeszcze bardzo chce, ale już niestety mięśnie nie wytrzymują tego napięcia. Chyba najbardziej to czego żałuję, to właśnie to, że nie mogę pograć w piłkę, z którą związałem się niemal na całe życie. Pozostały mi inne dyscypliny jak np. windsurfing. W okresie letnim wyjeżdżam na te kilka, czy kilkanaście dni nad zatokę. Tam się realizuję. Zimą oczywiście narty. Lubię jeździć i biegać na nartach. Pływam. Uwielbiam tenis ziemny. Staram się przynajmniej raz w tygodniu poświęcić 2, 3 godziny na jakąś aktywność tego typu, na realizację swoich zainteresowań. Lubię się zmęczyć. Teraz gdy mój syn ma niewielki areał, jest trochę terenu do koszenia. Lubię prace gospodarcze związane z utrzymaniem porządku, zieleni. Roboty związane ze stolarstwem też są interesujące. Trzy tygodnie temu wziąłem się za remont swojego mieszkania. Wykonuję wszystkie roboty związane z malowaniem, czy prace związane z elektryką. Oczywiście czasem trzeba też ”dać zarobić” fachowcom. Jednak lubię działać w domu. Bardzo mnie cieszy efekt mojej pracy, a zwłaszcza gdy żona mnie pochwali na koniec remontu. To najważniejsze!

Z tego efektu końcowego, zwłaszcza tej ostatniej kadencji, nie byli zadowoleni Pańscy wyborcy. Czy z perspektywy dwóch lat, które minęły od porażki, ma Pan o coś do siebie żal?
Tak, mam żal. Jeżeli chodzi o dokonania, to jestem dumny z wszystkiego co udało się zrobić, tak z inwestycji, jak i innych prac. Łącznie zrobiłem tego za 141 milionów złotych. Nie zmarnowaliśmy tych lat. Wykorzystaliśmy środki na tyle, na ile było to możliwe. Oczywiście zawsze można było część pieniędzy w innych miejscach spożytkować. Jeżeli komuś uda się zrobić więcej, to ja to docenię. Czuję też pewien niedosyt… (chwila ciszy). Nie wiem jak to ująć, ale chodzi mi o referendum w Kamyku.

No właśnie. Mam wrażenie, że jedną z kluczowych spraw, które wpłynęły na taki, a nie inny wynik wyborów, było referendum o odłączenie się Kamyka z Gminy Kłobuck. Gminy Kamyk nie mamy, ale cała kampania referendalna mocno wpłynęła na zepsucie Pana wizerunku wśród mieszkańców Kamyka i okolic.
Tak to prawda. Zgadzam się z tym. Mieszkańcy podeszli do całej sprawy zbyt emocjonalnie. Ja kierowałem się zasadami, dla których składałem ślubowanie, że zachowam integralność gminy, że będę działał dla dobra wszystkich mieszkańców. Postawiłem te zasady ponad wszystko, nie dbając nawet o swoją przyszłość. Będąc politykiem spodziewałem się, że w przypadku negatywnego wyniku tego referendum, poniosę konsekwencje. To była największa przyczyna mojej przegranej zwłaszcza na tych terenach. Wierzę w to, że kiedyś Ci mieszkańcy dojdą do wniosku, że to co dla nich zrobiliśmy, ta kanalizacja, wiele inwestycji, które udało się wykonać, były dobre, że docenią to. Mocno podzielił nas Dworek w Kamyku i co? Z perspektywy czasu już jest jasne, że miałem wtedy rację. Warto było sprzedać ten budynek i dać mu nowe życie. Był kontrahent, który był zainteresowany zakupem. Dokonaliśmy wyceny i potrzebna była tylko zgoda mieszkańców. Mieszkańcy się nie zgodzili, a ja uszanowałem ich decyzję.

Dziś Dworek jest na sprzedaż.
I jakoś nie widzę tych mieszkańców, którzy oprotestowują decyzję nowej rady. Mało tego przeciwny sprzedaży był wtedy przewodniczący Koalicji Samorządowej, która ma większość w radzie, Janusz Soluch. Pamiętam jak jedna z pań w wypowiedzi dla telewizji zapytała, jak można chcieć sprzedać taką ”dojną krowę jaką jest Dworek?” Dziś już takie pytania nie padają.

Jak sprawę tego referendum mógł Pan inaczej rozwiązać?
Mogłem podejść do tematu bardziej neutralnie. W tej sytuacji było o to trudno, ponieważ ci, którzy dzisiaj są u władzy bardzo parli do tego, aby to referendum zakończyło się negatywnie. Klub Koalicji Samorządowej, jeden z pierwszych zaproponował, że tak powiem środki finansowe na plakaty, na drukowanie ulotek.
Wiedziałem od początku, że ta gmina nie ma sensu w zakresie finansowym. Wyliczenia mówiły to jasno.
Z drugiej strony mogłem podjąć decyzję, żeby się odłączyli. Mogłem być za tym, ale musiałoby mi nie zależeć na niczym. Była przecież bardzo ważna kwestia tego kto będzie spłacał kredyty.

Czy nie jest tak, że sami organizatorzy referendum za bardzo nie wierzyli w jego powodzenie? Jednym z kluczowych momentów było to, że nie dogadano się w żaden sposób z mieszkańcami Łobodna. Bez Łobodna, w którym mieszka wiele osób, powodzenie referendum było jakąś utopią.
Tam są ludzie, którzy kierują politycznie pewnymi pociągnięciami. Pewnie był jakiś ukryty plan wyeliminowania mnie z następnej kadencji. Pewne zachowania mojego kontrkandydata wobec mnie były bardzo lojalne. Potem okazało się, że to wszystko to gra, kuglowanie i uśpienie mojej czujności w tym zakresie. Mimo to myślałem, że będziemy normalnie współpracować, a widzę, że to wszystko obróciło się w kierunku konfrontacji.

W przepychance o papiery związane z basenem z ust pana Zakrzewskiego padło zdanie, że miał Pan 8 lat na zrealizowanie tej inwestycji. To z pana winy nie powstał basen?
Pan Zakrzewski też miał na to 8 lat! Był przewodniczącym komisji budżetu i finansów i nie zaproponował budowy basenu. Powiedział, że mój poprzednik zostawił mi nadwyżkę. Tylko z tych pieniędzy zapłaciliśmy między innymi za kanalizację w Łobodnie. Operowanie takimi hasłami, że ”miał Pan 8 milionów” jest nie na miejscu. To tak samo dotyczy pana radnego, a nawet przede wszystkim radnego, bo to radni decydują. Tym bardziej, że chodzi o przewodniczącego komisji budżetu i finansów.

Jak się Panu podoba ”Nowa jakość”? Może inaczej. To, że się nie podoba, po Pańskich ostatnich wypowiedziach, jest jasne. Pytanie tylko dlaczego?
Powiem szczerze, że mnie ten styl rządzenia, czy zachowania się nie podoba. Również docierają do mnie mieszkańcy z różnymi sygnałami. Każdy ma inne cechy charakteru. Ja przynajmniej miałem taki styl, że każdego wysłuchałem, z każdym porozmawiałem. Starałem się zrozumieć, starałem się pomóc. Natomiast dziś jest taki trochę styl, jakiegoś drylu. Po pracownikach widzę, że boją się. Widać, że są czasem sparaliżowani. Widać w ich oczach strach, że kontakt z byłym burmistrzem, czy tymi, którzy mi sprzyjali, może doprowadzić do jakiś retorsji w stosunku do nich. Ci ludzie stali się jacyś tacy obojętni, a przecież wspólnie pracowaliśmy przez wiele lat. Nie było żadnych problemów. Pokojowo i ze zrozumieniem podchodziliśmy do wielu tematów. To co się dzieje dzisiaj, nazwałbym to po Krakowsku, ale nie chce używać tego słowa. W Krakowie funkcjonuje takie określenie jak ktoś się tak zachowuje.

Wszystko jest takie złe?
Nie zamierzam krytykować wszystkiego. Przez te dwa lata pan burmistrz zrealizował inwestycje, które zostały zaplanowane za poprzedniej ekipy. Współautorem tego planu w zdecydowanej większości byłem ja, więc to cieszy, że go zrealizowano. Cieszę się również z tego, że będzie realizował następne dla dobra mieszkańców. Jak słyszę o tym, że będzie modernizowany i rozbudowywany Ośrodek Sportu i Rekreacji w Kłobucku, to bardzo mnie to cieszy. Dobrze, że wreszcie zostanie zrealizowana tam zaplanowana przeze mnie kanalizacja. Póki co zrobiono to co było planowane. Mam chyba wspólnie z burmistrzem ”kaca”, że nie udało się zrealizować kanalizacji w na Zakrzewie i Rybnej. Walczyłem o te środki z programu subregionalnego. Niestety kwestia wytycznych pokrzyżowała nam te plany.
Mam też takie ludzkie odczucie, tu nie chodzi o to, żeby mnie ktoś chwalił. Jest mowa, że osiągnięto efekt ekologiczny i ”leci” to we wszystkich możliwych wiadomościach prasowych, a nawet jednym słowem nikt z moich byłych współpracowników, nikt z radnych, którzy byli już w poprzedniej kadencji, nikt słowem się nie zająknął, że zrealizowano to za mojej kadencji. Nikt nie wspomniał o mnie. Poświęciłem mnóstwo czasu na te wszystkie problemy związane z tą inwestycją. Przeżyłem bankructwo firmy, od nowa przetarg, te wszystkie przepychanki, dostosowywanie się do przepisów. Ja mam dokument, że zapłaciłem i oddałem kanalizację. Paradoksalnie mogę to ująć jako jedną z przyczyn porażki wyborczej Po prostu zakopałem mówiąc kolokwialnie 50 mln do ziemi i tego nie widać. Efekt ekologiczny to jest później kwestia miesięcy, podczas których mieszkańcy się przyłączyli. Cieszę się, że efekt ekologiczny osiągnęliśmy. Osiągnęliśmy! Teraz wygląda to tak, jakby osiągnął go tylko pan Zakrzewski. Chwała dla gminy i mieszkańców, że jest to zrobione.

Powiedział Pan, że się cieszy z tych rzeczy, które są dobre, bo będą służyć mieszkańcom. Czy nie ma w tym pewnej kokieterii, a tak naprawdę liczy pan na potknięcia nowej władzy?
Ja nigdy nikomu źle nie życzyłem. Cieszę się sukcesami. Mam jednak inne spojrzenie jako mieszkaniec, a inne jako były burmistrz. Wiem czym są uwarunkowane niektóre inwestycje. Burmistrz ma dzisiaj pewną swobodę ruchu, ale to dzięki poprzednim działaniom. Powiedzmy sobie szczerze: kwestia porządku na terenie miasta, utrzymania czystości, możliwości remontów, różnych prac na terenie miasta, jest możliwe dzięki temu, że to ja zdecydowałem się na zakup urządzeń. Kupiliśmy ciągniki, walec, równiarkę, samochody, to wszystko za milion złotych! Dzisiaj burmistrz nie musi na to wydawać pieniędzy. Gdyby tego nie miał, miałby ograniczone możliwości. Powinien docenić to, że pewne rzeczy, na które wydaliśmy wtedy wspólnie pieniądze, dzisiaj mu służą. Cieszę się, że wreszcie robi boiska przy szkołach. To był następny etap, który i ja bym wykonał, gdybym był nadal burmistrzem. Ile kosztują boiska? Różnie, np. około 800 tys. zł. Ja musiałem 20 milionów wyciągnąć z budżetu na kanalizację. Nie mogłem zrobić wielu inwestycji. Ja o koledze Zbyszku Krystku, jakkolwiek potoczyły się nasze losy, wyrażam się pochlebnie, uważam, że zrobił wiele dobrego. Za jego czasów wykonano m.in. dokumentację za milion złotych na kanalizację.
Cieszę się ze wszystkiego co robi się dobrego na terenie miasta, ale będę krytycznie patrzył na pewne pociągnięcia. Obietnice wyborcze były duże.

Odnosząc się jeszcze do przyczyn Pańskiej porażki i do tego jak wyglądała Pańska władza, mam wrażenie, że nie docenił Pan siły mediów społecznościowych. Wizerunkowo pan burmistrz Jerzy Zakrzewski bije Pana na głowę.
Oczywiście. Tylko dobrze jeżeli ten PR idzie w parze z tym co się robi. Natomiast jak się bije pianę z tego co się dopiero będzie robić, z tego co się obiecuje, to skutek może być zupełnie inny. Oczywiście dobrze można pisać z takich, czy innych względów. Jeżeli panują pewnego rodzaju wzajemne korzyści z tego. Ja nie byłem taki szczodry jeśli chodzi o media żebym lokował aż tyle ogłoszeń, czy reklam w jednym, czy drugim tytule. Byłem bardziej oszczędny. Zresztą, jak ktoś komuś zrobił kampanię, to druga strona musi się dzisiaj odwdzięczyć. Będą pisać dobrze.
Ja nie powołałem rzecznika prasowego, chociaż mogłem. Przyznam szczerze, że teraz jest tam dobry PR, zresztą w urzędzie został zatrudniony specjalny pracownik do PR-u. My ”nie sprzedaliśmy” swojej roboty, a mogliśmy to robić na bieżąco. Za późno też ruszyliśmy z kampanią. PR to dziś ważna rzecz.

”Do jednego już się zdążyłem przyzwyczaić , że od prawie 2 lat , różnymi sposobami podejmuje Pan Burmistrz (Zakrzewski) próby zdyskredytowania mojej osoby w oczach opinii publicznej, posądzając mnie i podległych pracowników o niegospodarność , przypisywanie mi wszystkich negatywnych zjawisk/prawdziwych i wyimaginowanych/ związanych ze sprawowaniem funkcji Burmistrza.” To Pańskie słowa. Rzeczywiście uważa Pan, że to, jak Pan to ujął ”rozpaczliwa próba ratowania swojego wizerunku i zaistnienia w oczach mieszkańców oraz usprawiedliwienia braku sukcesów tak szumnie zapowiadanych”?
Tak uważam. W programie wyborczym były szumnie zapowiadane inwestycje. Wyborców przekonano m.in. Aquaparkiem. To jest znakomity pomysł, ale czy wykonalny? Najpierw mowa była o takim dużym obiekcie z prawdziwego zdarzenia, a później pojawiły się słowa: ”Aquapark? To za duże słowo”. Usłyszeliśmy, że powstanie obiekt na miarę Kłobucka. Burmistrz powiedział, że po zapoznaniu się z dokumentacją basenu, okazuje się, że nie da się zrobić tam Aquaparku. Nie lubię jak ktoś kłamie w żywe oczy. Nawet nie widział tej dokumentacji, nie wiedział gdzie ona jest. Bez podstaw twierdzi, że się czegoś nie da zrobić. Szkoda, że nie potrafił przyznać się do błędu w kwestii Aquaparku.
Słowa, które Pan zacytował pojawiły się nie bez przyczyny. Na samym początku mocno się poróżniliśmy.
Wracając do obietnic. Miał być wyremontowany Dworek w Kamyku. Dziś jest na sprzedaż. Sprawa strefy ekonomicznej. Park gospodarczy jeśli powstanie, to z prywatnej inicjatywy na prywatnym terenie. To całe podpinanie się pod sprzedaż Bahpolu Südpackowi jest niesmaczne. Jaki w tym mógł być realny udział burmistrza? Ja wiem jaki. Żaden.
Obiecał wiele. Jeśli chce być wiarygodny i mieć autorytet, to musi dotrzymać słowa.

Mimo wcześniejszych deklaracji, że gmina wymaga zmian, okazuje się, że większość pańskich współpracowników zachowała stanowiska. Pan Krakowian nadal rządzi oświatą. Dodatkowo kieruje teraz OSiR-em. Skarbnik Gminy, czyli Katarzyna Jagusiak – bez zmian. Dyrektor Chamarowski pozostał na swoim stanowisku. Szefowa inwestycji ciągle ta sama. Sekretarzem została Kasprzyk, którą wcześniej była szefową ochrony środowiska za Pana czasów. Wychodzi na to, że miał Pan ”nosa” do ludzi skoro Pana następca nie wymienił ich na inne osoby. Najwidoczniej ceni sobie ich kompetencje. Czy czuje Pan satysfakcję z tego, że wiele osób, z którymi Pan współpracował nadal pracuje w kłobuckim urzędzie i w jednostkach podległych magistratowi? Kadrowo urząd niemal w ogóle się nie zmienił.
Satysfakcję na pewno czuję, chociaż nie wiem czy to mogę głośni wyrazić, żeby nie narazić pracowników na jakieś problemy. Myślę, że ich fachowość, doświadczenie i kompetencje są na tyle wysokie, że zostają również właściwie wykorzystane przez obecnego burmistrza. Chcę też powiedzieć, że mocno inwestowałem w doszkalanie swoich pracowników. Dziś ci ludzie zdają egzamin i potrafią sprostać wszystkim wymaganiom. Jestem usatysfakcjonowany i dumny, że ci pracownicy się spełniają i są doceniani przez aktualnego włodarza. Burmistrz nie miał takiego szczęścia w doborze swojego zastępcy , którego pozbył się „elegancko”po kilku miesiącach owocnej współpracy.

Jak okiem byłego burmistrza ocenia Pan rządy nowej dyrektorki MOK-u, pani Olgi Skwary?
To jest trudne. Dla mnie pewne zachowania były szokujące. Dobrze znałem i ceniłem wszystkich pracowników domu kultury. Bardzo doceniałem prace pani Marzeny Gancarek, która według mnie została potraktowana bardzo podle. Mam taki charakter, że potrafię dać drugą szansę człowiekowi. Każdy z nas popełnia jakieś błędy. Dom kultury kiedyś miał wypracowaną pewną strategię i program. Realizował to. Zapełniał salę. Wszyscy byli zadowoleni. Myślę, że pani dyrektor nabiera doświadczenia. Może za rok, czy dwa ”połapie” wszystkie sznurki. Jej pierwsze zachowania natomiast zraziły do niej wielu mieszkańców, wiele osób, które są społecznikami ,wiele oddanych osób, tych, którzy chcieli tworzyć coś nowego, a nie dali sobie dyktować czegoś z zakresu polityki. Ingerowanie w wydarzenia kulturalne zakrawa o skandal. MOK to instytucja kultury, która jest wspólna. Ja przez 8 lat nie podpinałem się pod wszelkie imprezy, które były organizowane. Pani dyrektor dała się wcześniej poznać jako młoda, operatywna osoba, która zaistniała w Zajawce. Myślałem, że będzie można realizować z taką osobą wiele różnych inicjatyw. Niestety jej pierwsze działania doprowadziły do podziałów, do tego, że lokalni artyści działają na terenach innej gminy.
Co do nowej władzy, to nie można zawłaszczać sobie domu kultury i promować swoją osobę na każdym kroku. Dla mnie to niesmaczne i nieetyczne.

Przechodzimy do końca naszej rozmowy. Czy zamierza Pan kandydować w najbliższych wyborach samorządowych na urząd burmistrza?
To bardzo trudne pytanie na dzisiaj.

Myśli Pan o tym?
Myślę o tym, żeby był come back. Powiem dlaczego. Nie skończyłem wielu spraw. Miałem plan na co najmniej cztery lata. Dobrze byłoby pozostawić po sobie jeszcze więcej, dokończyć swoje dzieło. Wiele rzeczy udało się zrobić: ronda, termomodernizacje, przedszkola, szkoły, stadiony. To mnie bardzo cieszy. Miałem kaca moralnego jak zobaczyłem co te dziki narobiły w Nowej Wsi. Człowiek sobie myśli: ”a może trzeba było to ogrodzić?”. Nigdy jednak nie było wcześniej takiego zdarzenia. Mnóstwo serca włożyliśmy tam. Całe środowisko z tamtych okolic było w to bardzo zaangażowane. Pan Zawierucha, pan Skrzypczak, pan Owczarek. Odbudowaliśmy przedszkole, szatnie, powstał budynek klubowy, boisko.
Wracając do pytania, to ciągle działam na rzecz naszego społeczeństwa. Myślę, że ta przerwa pozwala mi spojrzeć na wiele spraw z pewnym dystansem. Dobro gminy Kłobuck zawsze leżało i będzie leżeć na moim sercu.

Jeśli nie Pan, to kto mógłby zagrozić burmistrzowi Zakrzewskiemu?
Powiem, że jeżeli nie ja, to kobieta.

[huge_it_slider id=”2″]
Miejska TV