Panuj Brytanio

„Terror” i „Erebus” zamarzły. Arktyczna, nieustająca noc panowała przez wiele miesięcy. Od potężnego mrozu pękały zęby, a na spiętrzonych lodowych wzgórzach nie pojawiały się żadne zwierzęta. Tymczasem zapasy przeznaczone na siedem lat poczęły się szybko kończyć, bo przetarg na dostawę konserw wygrał najtańszy dostawca, przez co zapasy w nieszczelnych puszkach rozkładały się.

Obok zatruć z czasem pojawił się szkorbut. Wielometrowa pokrywa lodowa chwyciła „Erebusa” od strony rufy. Okręt flagowy brytyjskiej wyprawy stracił ster, lód wygiął wał napędowy i po latach w pułapce rozerwał poszycie. Kanadyjczykom udało się odnaleźć wrak.

„Panuj Brytanio, panuj nad oceanami. Brytyjczycy nie będą nigdy niewolnikami” – śpiewają marynarze wśród polarnych ciemności, w obozowisku zbudowanym na środku skamieniałego morza. Tematem tragicznej wyprawy z roku 1845 w poszukiwaniu Przejścia Północno-Zachodniego, czyli międzyoceanicznej drogi przez Amerykę Północną, zajął się w powieści „Terror” Dan Simmons. To znakomita książka na długie jesienne wieczory, która doczekała się jak dotąd dwóch polskich wydań, a reżyser Ridley Scott właśnie przygotowuje jej serialową ekranizację. Gargantuicznych rozmiarów książka to nie tylko bardzo bogata faktografia na temat XIX-wiecznej marynarki, ale przede wszystkim z wielkim talentem budowany klimat polarnego horroru, wynikający nie tylko z uwięzienia wśród twardego jak stal lodu, ale przede wszystkim z relacji międzyludzkich. Spośród 126 członków załogi, autor zainteresował się przemyśleniami i czynami aż kilkudziesięciu ludzi. Wielka powieść. Napisana o dumnych Brytyjczykach przez Amerykanina.  My też potrzebujemy wielkiej powieści.

Najczęściej wydawanym za granicą polskim pisarzem jest Stanisław Lem, którego cechowały wielobarwny humor, gry słowne i ciekawe fabuły, oderwane jednak od polskiego podwórka. Popularnością cieszą się Gombrowicz, Miłosz, Sapkowski, Mrożek, Szymborska, a więc nobliści i fantaści. Na największą ilość języków, generalizując, tłumaczy się polskich poetów, łącznie z Karolem Wojtyłą. Co jest szczególnie interesujące – według danych Instytutu Książki – bezkonkurencyjny wśród polskich klasyków jest Henryk Sienkiewicz. W 2014 r. jego prace wydano za granicą w ok. 970 tomach, na polu popularności ustępuje jedynie Lemowi. Potop, bunty i tatarskie najazdy, kolosea i nagie miecze wciąż oddziałują na wyobraźnię czytelników. „Pierwszorzędny pisarz drugorzędny” dziś w powieściach przemawia przede wszystkim wręcz sensacyjną akcją, żywymi postaciami, wielką historią i polityką, nie bez znaczenia pozostaje dorobek reporterski Sienkiewicza. Można się z popularności polskiego pisarza cieszyć, a zarazem warto zwrócić uwagę, że wieści ze starożytnego Rzymu i nowożytnej Ameryki niewiele powie zagranicznemu czytelnikowi o współczesnej Polsce. Można powiedzieć, że niekoniecznie przysporzy nam dobrego pijaru.

„Jakie społeczeństwo, taka literatura” – mawiał Sienkiewicz. Brakuje czasom III Rzeczypospolitej wielkich książek. Oczywiście nie brakuje znakomitej literatury, ale autorzy popularnych, trafiających do rzesz druków preferują fantastyczne kreacje albo wielkie ośrodki, zamiast współczesnych, rodzimych miast i miasteczek. Oczywiście nie brakuje znakomitej literatury, ale nawet wybitna powieść, jaką jest „Walc stulecia” Ziemkiewicza, traktuje nasze czasy jako pozbawione znaczenia – okres przejściowy między Piękną Epoką a całkowitą degeneracją Europy. Oczywiście nie brakuje znakomitej literatury, tak często osadzonej w zdawałoby się barwniejszych czasach, vide sarmackie opowieści Komudy. Ba, może kondycja pisarska to wina świata, w którym żyjemy. Świata, w którym dziejowy wstrząs, jakim jest Brexit, znika z czołówek portali po kilku dniach. Świata, w którym spotkanie Sojuszu, kolejne islamskie zamachy, pucz wojskowy wyparowują z pamięci, pogrzebane przez natłok nowszych, coraz nowszych nagłówków.

Nie bez powodu Dan Simmons osadził akcję swojej wielkiej książki – wielkiej rozmiarami i walorami czytelniczymi – w XIX stuleciu, gdy na mapach świata wciąż widniały białe, niezbadane plany. „Narody mniej niebiosom drogie przed tyranami upadają, a Twojej siły nikt nie złamie, Ciebie złe moce się lękają” – śpiewając napisany przez Szkota hymn, dodają sobie sił uwięzieni na lodowej pustyni angielscy marynarze. Działo się to w czasach, gdy znano wartość słowa. Historia HMS „Erebusa” i HMS „Terroru” powtórzona została po wielokroć w prasie, przez lata losy marynarzy przykuwały uwagę czytelników i decydentów, a królewska marynarka zaangażowała nieporównywalnie większe siły w odnalezienie swoich obywateli, drogami morskimi i lądowymi, niż w samą wyprawę. Była to kwestia prestiżu, kwestia honoru.

Kwestia na tyle istotna, by chwycić za pióro. Otwarte pozostaje pytanie, czy Kłobuck wart jest powieści. Czy nasz region, kraj i czasy warte są w ogóle uwiecznienia. „Gwiazdka nadziei niknie ostatnia” – mawiał Sienkiewicz.

Krzysztof Rygalik

[huge_it_slider id=”2″]
Miejska TV