Mistrzyni Świata z Kłobucka

Czwartego grudnia wraz ze swoim partnerem zdobyła Mistrzostwo Świata w tańcu towarzyskim, który odbył się w paryskim Disneylandzie. Dwa dni wcześniej stanęli na najwyższym stopniu podium prestiżowego konkursu „Fred Astaire Cup”. Uczennica Gimnazjum im. Jana Pawła II w Kłobucku rozsławia i promuje nasze miasto w świecie. Z Magdaleną Dederko rozmawiał Bartosz Dominik

Bartosz Dominik: Na samym początku naszej rozmowy chciałbym Ci w imieniu redakcji i swoim pogratulować tego sukcesu. Jestem bardzo ciekaw, jak takie mistrzostwa świata w tańcu towarzyskim wyglądają”od podszewk”? Teraz, kiedy razem ze swoim partnerem, odniosłaś sukces mało osób pyta o trud zdobycia tego sukcesu. Jak wyglądała ta walka, jakie emocje jej towarzyszyły?
Magdalena Dederko: Dziękuję bardzo z miłe słowa. W piątek, drugiego grudnia, około godziny 11 przyjechaliśmy na salę. To właśnie na niej odbył się bardzo prestiżowy turniej „Fred Astaire Cup”. Przyjechaliśmy na niego, niestety trochę spóźnieni, co dodatkowo przydawało stresu. Do końca nie wiedzieliśmy, jak ten konkurs będzie wyglądał, jaką będzie miał strukturę. Na miejscu okazało się, że jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, to będziemy musieli zatańczyć pięć rund po pięć układów tanecznych. W konkursie tym uczestniczyło 78 par z całego świata i przy każdym tańcu, decyzją jury, pary przyporządkowane były do poszczególnych grup, ponieważ jeżeli wszystkie pary wyszłyby na parkiet w tym samym czasie, to nie byłoby możliwości pokazania pełni swoich umiejętności. Oceniało nas dziewięciu sędziów. Pomiędzy kolejnymi rundami mieliśmy bardzo krótkie przerwy (około 10 minut), które utrudniają regenerację sił.
Byliśmy bardzo szczęśliwi, kiedy dowiedzieliśmy się, że dostaliśmy się do ścisłego finału. To już był szczyt naszych marzeń. W momencie ogłoszenia ostatecznych wyników, przyjęło się, że wszystkie finałowe pary wychodzą na parkiet i prowadzący ogłasza wyniki od szóstego do pierwszego miejsca. Po odczytaniu czwartego miejsca zaczęliśmy krzyczeć z radości, bo wiedzieliśmy, że mamy „podium”. Odczytano trzecie, drugie – nie ma nas. Był to cudowny moment, kiedy okazało się, że jury uznało nas najlepszą parą tych zawodów.
Po tym niezwykłym i pełnym emocji dniu, wróciliśmy do hotelu, pozwiedzaliśmy sobie Paryż starając się zregenerować siły przed niedzielnymi mistrzostwami świata. Czwartego grudnia odbyły się mistrzostwa świata w paryskim Disneylandzie. Mówią, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Po piątkowym sukcesie, chcieliśmy dobrze zaprezentować się również na tym wydarzeniu.

Jak zakulisowo wyglądają takie mistrzostwa?
Na przegląd przyjechaliśmy trochę później, bo eliminacje zaczynały się dopiero o godzinie 18. Na miejscu okazało się, że będzie sześć rund. Każda po pięć tańców (w sumie 30 – przyp. red.). Podobnie, jak miało to miejsce podczas „Fred Astaire Cup”, wprowadzono podział na grupy. Sędziów było tym razem piętnastu. Pierwszy raz mieliśmy styczność z taką sytuacją – zwykle jury składa się z siedmiu lub dziesięciu sędziów.
Oczywiście mistrzostwa nie należały do łatwych. Kiedy na scenę wychodzi aż tyle par, to trzeba się czymś wyróżnić, by zapaść jurorom w pamięci. To było bardzo stresujące, nie wiedzieliśmy bowiem, czy oni nas zobaczą i czy przejdziemy do kolejnej rundy. Naszym marzeniem było wejście do półfinału mistrzostw świata. Kiedy udało się to osiągnąć, byliśmy bardzo szczęśliwi, że jesteśmy w pierwszej dwunastce par na świecie. Pomiędzy samym finałem, a półfinałem nie było żadnej przerwy – praktycznie od razu po ogłoszeniu sześciu najlepszych par, rozpoczęto właściwy finał. Dwanaście par musiało się szybko przebrać i czekając z nadzieją na komunikat, że udało im się wejść do upragnionej szóstki najlepszych. Byliśmy bardzo szczęśliwi, kiedy prowadzący odczytali nasz numer. Jesteśmy w pierwszej szóstce – krzyczeliśmy jednogłośnie. Rodzice byli przeszczęśliwi, dzwonili do trenerów z gratulacjami.

Rozumiem, że rodzice byli z wami w Paryżu?
Tak. Nasza trenerka była wtedy bardzo szczęśliwa. Mówiła, że to jest szczyt jej marzeń, ale jak na nią przystało, skwitowała, że chciałaby więcej. Zatańczyliśmy finał. Każda z par była już strasznie wycieńczona. Pojedynek był jednak niezwykle zażarty, wszyscy walczyli do końca. Pomiędzy kolejnym tańcami było niezwykle mało czasu na przygotowanie. Kiedy zatańczyliśmy trzydziesty taniec i zeszliśmy ze sceny, rodzice nas wyściskali – byli bardzo szczęśliwi, że udało nam się dojść aż tak daleko, że spełniliśmy swoje kolejne marzenie. Na werdykt przyszło nam czekać około dwóch godzin. W tzw. „międzyczasie” tańczyły jeszcze inne kategorie wiekowe, odbyły się jeszcze pokazy topowych par tanecznych. Musieliśmy więc uzbroić się w cierpliwość.
Kiedy wreszcie nadszedł ten moment, prowadzący zaprosił najlepsze sześć par z naszej kategorii na scenę. Swoją drogą całe zawody były bardzo dobrze prowadzone. Prowadzący umiejętnie podtrzymywali emocje w uczestnikach, wprowadzali dużo humoru, by co jakiś czas rozluźnić nadto spiętych uczestników etc. Piąte miejsce zajęli Polacy, którzy pokonali nas na Mistrzostwach Polski. Bardzo nas ucieszyło, że pokonaliśmy tych, którzy wcześniej byli lepsi od nas. Kiedy okazało się, że czwarte miejsce nie przypadło nam w udziale, byliśmy bardzo zadowoleni. Podium na mistrzostwach świata to jest przecież „mega” wyczyn. Kiedy odczytano laureatów drugiego miejsca i dowiedzieliśmy się, że to nie nasza para, to w tym momencie serce zabiło mocniej. Mamy to, jesteśmy mistrzami świata – pomyślałam. Super uczucie. Rodzice zaczęli krzyczeć z radości, kiedy prowadzący w języku angielskim oznajmili, że mistrzami świata na rok 2016 w kategorii do lat 16 zostali Kacper i Magdalena z Polski. Po tym rozbrzmiał Mazurek Dąbrowskiego – to był dla mnie niezwykle wzruszający moment. Rodzice popłakali się ze szczęścia, my musieliśmy trzymać fason (śmiech).

Co było dla Ciebie wtedy najbardziej stresujące?
Wydaje mi się, że najgorszy był wywiad, który przeprowadzony był z nami w języku angielskim. Na szczęście dziennikarka używała dość prostych słów, więc nie było aż tak źle. „Nie taki diabeł straszny” – jak to mówią. Językiem angielskim posługuję się na poziomie komunikatywnym, ale po tej przygodzie wiem, że teraz muszę się przyłożyć do nauki.

Teraz chyba otworzyły się przed Tobą drzwi, które do tej pory były zamknięte?
Tak, kolejny pokój otwarty.

To właśnie jest dla mnie ciekawe. Jak dostać się na tak prestiżowe konkursy. Nie każdy ma taką możliwość. Co trzeba zrobić, żeby dostać klucz, który otwiera drzwi do tak prestiżowego pokoju?
Paradoksalnie trudniej było się dostać na Mistrzostwa Polski, ponieważ żeby dostać taką przepustkę trzeba zaliczyć od stycznia do czerwca cztery turnieje w Polsce rangi Grand Prix. A my, tańczyliśmy wtedy ze sobą niecałe trzy miesiące, od marca. Nie mieliśmy więc możliwości wystąpić w tym czasie na tych zawodach – nie byliśmy przygotowani. A nie ma sensu brać udziału w konkursie tylko po to, żeby zająć ostatnie miejsce.

Jak, w takim razie, udało wam się dostać na Mistrzostwa Polski?
Zaczęliśmy jeździć na turnieje dopiero od września. Nasza trenerka wystosowała pismo do Polskiego Towarzystwa Tanecznego, z prośbą o umożliwienie nam startu na mistrzostwach. W odpowiedzi, PTW dało nam warunek, że musimy wziąć udział w przynajmniej jednym konkursie typu WDC (World Dance Council), zdobyć mistrzostwo okręgu śląskiego i innego, większego okręgu – my startowaliśmy w Polsce centralno-zachodniej. I jak zaliczyliśmy te trzy turnieje, to dostaliśmy możliwość wyjazdu na Mistrzostwa Polski, które odbyły się 20. listopada bieżącego roku. Zdobyliśmy na nich tytuł wicemistrza. Na Mistrzostwa Świata pojechały więc trzy miejsca z podium Mistrzostw Polski.
Na wyjazd zdecydowaliśmy się dość szybko. Nie było czasu na zbyt długie zastanawianie się.

To jak długo byliście we Francji?
Sześć dni.

Czyli dość krótki, ale na pewno przyjemny urlop?
Teoretycznie tak. Ale po tych wszystkich turniejach byliśmy tak zmęczeni, że nie mieliśmy sił, by się tym wszystkim cieszyć. Nie mieliśmy czasu na zwiedzanie – udało nam się zobaczyć tylko kilka najważniejszych miejsc.

Wiem, że zdarza Ci się mieć treningi siedem dni w tygodniu, w oddalonym o ok. 100 km od Kłobucka, Jaworznie.
Tak. Czasami zdarza się, że mam jeden dzień wolny, ale zwykle nasza trenerka się na to nie godzi, bo mówi, że zawsze mamy dużo pracy i zaległości. Nasza Pani trener jest cudowna, ale przy tym szalenie wymagająca.

Teraz „wskoczycie” do starszej grupy wiekowej. Jak widzisz wasze szanse w kolejnych Mistrzostwach Świata? Przecież, jak sama wspomniałaś, „apetyt rośnie w miarę jedzenia”. Zwłaszcza kiedy chodzi o sukces.
W tym roku nie sądzę, że pojedziemy na mistrzostwa. W tej kategorii tańczy się trzy lata – więc optowałabym raczej za rokiem drugim i trzecim. Na mistrzostwa pojadą raczej bardziej doświadczone pary.

No ale załóżmy, że w przyszłym roku zdobywacie tytuł Mistrza Polski lub staniecie na „pudle”. Ergo, w takiej sytuacji, powinniście chyba z automatu pojechać na Mistrzostwa Świata?
Niby tak, ale na tak poważne zawody jadą raczej pary, które są bardziej doświadczone i dobrze znają siebie.

Trenujecie z sobą osiem miesięcy. Doświadczenia więc, jeśli chodzi o waszą współpracę, dużego nie było. I tu nagle zdobywacie szturmem, kolejno wszystkie najbardziej prestiżowe wyróżnienia. Może jest w tym jakaś metoda?
Może i tak (śmiech). Ale tutaj chodzi też o budowę biologiczną. Mężczyźni w tej kategorii są już naprawdę dobrze zbudowani, a mój partner Kacper to na razie jeszcze taka chudzinka. To jest duża różnica między osiemnastolatkiem, a piętnastoletnim chłopcem. Widać różnicę w zachowaniu, w wyglądzie zewnętrznym – praktycznie we wszystkim. A każdy taki element jest zauważany przez sędziów na konkursach. Oni zwracają uwagę praktycznie na każdy aspekt. Musisz pilnować się ze wszystkim, z ułożeniem kostki, czy paznokieć u nogi jest ustawiony pod właściwym kątem – taniec jest, wbrew pozorom, bardzo skomplikowaną i wymagającą dyscypliną.

Mówisz, że dzięki zdobyciu tytułu Mistrza Świata otworzyły się przed Tobą kolejne drzwi. Stoisz przed nowymi możliwościami – nowymi drogami, którymi możesz podążać. Przed sześciu laty podobny tytuł zdobyła, znana z telewizji, Agnieszka Kaczorowska. W Polsce powstaje coraz więcej formatów telewizyjnych, które potrzebują zawodowych tancerzy. A więc co dalej, jakie masz plany?
Na rolę trenerki w programach tanecznych pokroju „Tańca z Gwiazdami” jeszcze jestem za młoda i za mało doświadczona. Może kiedyś? (śmiech) Do czerwca będziemy jeszcze tańczyć na zagranicznych turniejach, będziemy tańczyć w kategorii do 16 lat. Teraz też przygotowujemy się do równie prestiżowego, brytyjskiego konkursu „Blackpool Dance Festival”, który powszechnie zwykło się uważać za nieoficjalne mistrzostwa świata. Jest to chyba najbardziej rozpoznawalny turniej taneczny na świecie.

A więc to jest wasz kolejny cel, tytuł mistrzowski na Blackpoolu?
Tak, fajnie by było (śmiech).
Od września będziemy tańczyć w grupie wiekowej od 16 do 18 lat. Tam będzie już znacznie trudniej, bo to są bardzo doświadczone pary. Poza tym są to ludzie bardziej dojrzali, nie mają już wyglądu dziecięcego – są to mężczyźni i kobiety. Będzie nam więc bardzo trudno się tam odnaleźć, bo jesteśmy młodą parą. Ale cały czas będziemy dużo trenować, bo bez tego nie da się w tym środowisku niczego osiągnąć.

—————————————–

O osiągnięcia córki zapytaliśmy również rodziców Magdaleny Dederko. Redakcja była bardzo ciekawa, jak czują się rodzice świeżo upieczonej Mistrzyni Świata w tańcu towarzyskim?
Jako rodzice Mistrzyni Świata jesteśmy dumni z naszej córki. Podziwiamy ją za to, że pomimo wielu zajęć w szkole, chce jej się jeszcze do późnych godzin nocnych trenować. Zdecydowanie jest to jej największa pasja w życiu. Nie spodziewaliśmy się, że dojdzie w tak krótkim czasie, na światowe wyżyny tańca towarzyskiego. W gimnazjum, Magda doskonale sobie radzi choć na odrabianie lekcji i naukę ma niezmiernie mało czasu. Sami nie wiemy skąd biorą się jej tak rewelacyjne oceny w szkole (śmiech). Po prostu jest chyba zdolna! Jak za coś się bierze i robi to z przekonania, a nie z przymusu, to zawsze wychodzi to bardzo dobrze.

Bartosz Dominik
Tygodnik Klobucka.pl

Miejska TV