Sprawa ”szycia” i śmierci – sąsiedzki konflikt w Kłobucku

Skąd taki tytuł? Drobna zabawa słowem, jednak do śmiechu zapewne nie jest rodzinie, którą ciągle posądza się o hałasowanie maszyną do szycia. Sprawa urosła do problemu o dużych rozmiarach. Sąsiedzka normalna relacja bezpowrotnie umarła z chwilą, gdy jedna ze stron najwyraźniej zechciała uprzykrzyć życie tej drugiej stronie. Czym? Ciągłymi donosami.

Geneza konfliktu
Barbara Grzelak i Karolina Pazdry mieszkają w kłobuckim bloku przy ul. 11 listopada już od ponad 10 lat. Mamie z córką owe mieszkanie bardzo przypadło do gustu, choć doprowadzenie go do stanu używalności stanowiło nie lada wyzwanie. Wszystko przez poprzednich lokatorów, którzy o nie, nie dbali. Obie panie wiodły normalne i spokojne życie, w zgodzie ze swymi sąsiadami. Problem pojawił się gdy piętro wyżej, tuż nad mieszkaniem szczęśliwych pań wprowadzili się nowi sąsiedzi – małżeństwo emerytów. Było to blisko rok temu.
Zaczęło się od uciążliwego remontu, jednak o to ani Barbara, ani Karolina pretensji mieć nie mogły. W końcu i one kiedyś remontowały mieszkanie, zresztą takie sytuacje trzeba po prostu przetrwać w pełnej wyrozumiałości. Każde, nawet najgorsze prace budowlane kiedyś się kończą. Te również się skończyły. Niestety nie był to koniec hałasów, a ich prawdziwy początek. Tym razem trudniejszy do wyjaśnienia.
Dźwięki remontu zastąpiły odgłosy stukających obcasów i nienaturalnie głośnego używania mieszkania – mówi Karolina Pazdry.

Było to szuranie, przesuwanie krzesła, bądź jakiegoś innego mebla z kąta w kąt, trzaski. Sam stukot tupiących butów, który trwał czasem godzinami, był niezwykle uciążliwy. Podobnie było także z ”rozmowami”, które były niezwykle głośne.
Jak można chodzić w te i z powrotem po kilkadziesiąt razy? Ciągłe szuranie. Nie sposób było odpocząć w domu po pracy, czy po prostu się przespać – przyznaje Barbara Grzelak.

Wszystko zaczęło wyglądać tak, jak gdyby starsze małżeństwo celowo chciało uprzykrzyć życie swoim sąsiadom z dołu. Trwało to kilka miesięcy, jednak cierpliwość ma swoje granice. Barbara Grzelak, mijając się ze swą sąsiadką ”z góry”, poprosiła o zmianę obuwia na bardziej ciche. By zwróciła uwagę, że pewne dźwięki, które generuje są bardzo głośne co jest uciążliwe. Reakcja sąsiadki była pozytywna. Przeprosiła, oznajmiła, że się to poprawi. Wydawało się więc, że będzie to koniec problemów.

Kot obrócony ogonem
Po tej drobnej interwencji, zamiast obiecanej poprawy, wszelkie hałasy uległy nasileniu. Minęły kolejne miesiące na próbie cierpliwego znoszenia zachowania swoich sąsiadów. Trwało to do czasu, gdy Karolina musiała się przygotować do szkolnych egzaminów.
Niestety w żadnym miejscu w swoim mieszkaniu nie zaznałam spokoju. Ciężko było móc choćby coś przeczytać w skupieniu. Ciągłe tupanie obcasami. Najgorsze, że chodzili po całym domu. Gdy byłam na spacerze z moim psem, spotkałam sąsiadkę. Powiedziałam „dzień dobry”. Przypomniałam, że mama już rozmawiała z nią na ten temat i poprosiłam o to, by zmieniła obuwie w domu na zwykłe „kapcie”, bo stukot obcasów jest nie do zniesienia i, by spróbowała zachowywać się ciszej. W odpowiedzi usłyszałam, że jestem niegodna, aby zwracać jej uwagę, że jestem ”gówniarą”, że zgłosi mnie i mamę na policję o tzw. ”nękanie” – opowiada Karolina Pazdry.

Jak zapowiedziała, tak też zrobiła. Pani Henryka J. (Państwo J. nie wyraziło zgody na używanie pełnego nazwiska w naszym artykule), poskarżyła się policji na… odgłosy maszyny do szycia, ponoć dobiegające od sąsiadów z dołu.
Mama chcąc zagłuszyć te uporczywe hałasy czasem szyła w godzinach popołudniowych, jednak było to na długo przed tym donosem i nigdy nie trwało to długo. Od momentu, gdy pojawiło się pierwsze zgłoszenie na policję, maszyna została całkowicie odstawiona – dodaje Karolina.

Mama Karoliny, zmęczona relacją ze swoimi sąsiadami postanowiła pod koniec października wyjechać za granicę do pracy. Jerzy i Henryka J. w postaci maszyny do szycia znaleźli sobie jednak ciekawy punkt zaczepienia, którego postanowili się trzymać. Pojawiły się kolejne zgłoszenia.

Donosy
Komenda Powiatowa Policji w Kłobucku potwierdza, że zajmuje się sprawą dotyczącą konfliktu sąsiedzkiego, w którym jedna ze stron zarzuca dwóm sąsiadkom – matce i córce, że te wykonują prace na maszynie przemysłowej, która bardzo głośno pracuje.
Policjanci przeprowadzili jedną interwencję w listopadzie 2016 roku. Była to interwencja w godzinach popołudniowych i dotyczyła zbyt głośnej pracy maszyny do szycia. Wtedy nie potwierdzono zgłoszenia, a policjanci poinformowali zgłaszającą o możliwościach prawnych – mówi rzecznik prasowy kłobuckich mundurowych, sierż. szt. Kamil Raczyński.

Barbara Grzelak od końca października, do grudnia, przebywała za granicą, a donosy dotyczyły jej osoby. Później sąsiedzi uznali więc, że winna hałasom jest jej córka. Tak się składa, że Karolina nie potrafi szyć na maszynie. W dodatku od rana do wieczora przebywała w tym czasie w pracy. Gdy małżeństwo państwa J. usłyszało tą argumentację, to zaczęto zgłaszać, że szycie odbywa się w nocy.
W sprawie przyjęto trzy zawiadomienia o zakłócaniu ciszy nocnej poprzez głośne szycie na maszynie przemysłowej, które złożono w okresie od listopada do grudnia 2016 roku – dodaje Kamil Raczyński.
Tak więc w czasie, gdy w mieszkaniu u Karoliny Pazdry nie było jedynej domowniczki, która szyć potrafi.

Bareja wiecznie żywy
Państwo J. o tym, że w mieszkaniu pod nimi prowadzona jest uwaga: DZIAŁALNOŚĆ GOSPODARCZA, systematycznie zawiadamiali także Zarząd Dróg i Gospodarki Komunalnej, czyli administratora bloku, którego właścicielem jest Gmina Kłobuck. Na oględzinach pojawił się m.in. kierownik ”komunalki” Krzysztof Chamarowski. Szycia nie stwierdzono. Karolinie sugerowano, by wynieść maszynę. W końcu stwierdziła, że może to rozwiąże problem. Ten pomysł za to nie spodobał się jej mamie, która w tym czasie przebywała za granicą. W końcu co jeśli sąsiadom zaczną przeszkadzać łóżka? Wtedy też trzeba będzie je wynieść?
Barbara Grzelak w rozmowie telefonicznej z szefem zarządu dróg kategorycznie zabroniła przeniesienia maszyny do piwnicy. Ciekawa była reakcja na tą wiadomość ”komunalki”. W piśmie skierowanym do Barbary Grzelak, a podpisanym przez Krzysztofa Chamarowskiego można przeczytać:
W związku z notorycznym zakłócaniem spokoju i stwarzaniem uciążliwości dla współmieszkańców w budynku, popartym wielokrotnymi interwencjami i skargami mającymi przyczyny w prowadzeniu przez panią działalności gospodarczej i używaniem maszyny przemysłowej, wzywamy i zobowiązujemy panią do kategorycznego zaprzestania tej działalności w lokalu”.
Dalej pada zdanie, że ”w dniu 25.11.2016 stwierdzono komisyjnie fakt posiadania takiej maszyny”. Tylko, że owa maszyna wcale przemysłowa nie jest. Dalej można wyczytać, że przychylono się do prośby córki, aby wynieść maszynę, co ”wyeliminowałoby podejrzenia o jej używaniu”, jednak do tego nie doszło z uwagi na odmowę. Według ”komunalki”, uwaga: ”postawa taka EWIDENTNIE świadczy o jej używaniu co potwierdzili sąsiedni współmieszkańcy w dn. 28.11.2016”!

Wychodzi na to, że posiadanie małej drukarki w domu i odmowa wyniesienia jej do piwnicy, świadczy o tym, że dana osoba jest szefem drukarni. Obawiam się również, że jeśli ktoś ma w domu duży telewizor, to jak nic może on konkurować z Cinema City, suszarka z prawdziwego zdarzenia sugeruje prowadzenie salonu fryzjerskiego, a używanie pralki może być równoznaczne z szefowaniem w pralni. Trudno mi zrozumieć od kiedy to posiadanie jakiś narzędzi do pracy, czy też niewyniesienie swojej własności z domu ”ewidentnie” świadczy o tym, że ktoś prowadzi działalność gospodarczą. Wygląda na to, że to wystarczy, a w zestawieniu z kilkoma irracjonalnymi sąsiedzkimi donosami, mamy firmę pełną gębą. Gdyby Bareja nadal żył, jak nic miałby inspirację do nakręcenia kolejnego filmu.

Absurd goni absurd
Ciekawe jest również to, że zanim owe pismo przyszło do Karoliny, ta postanowiła wynieść głowicę od maszyny (centralna część) wraz z kolegą do swojej piwnicy. Zrobiła to bez zgody mamy, dla świętego spokoju, bo miała najzwyczajniej w świecie dość tych absurdalnych oskarżeń. W domu pozostał więc tylko stół (widoczny na zdj.). Gdy jej mama przebywała za granicą ta z problemem została zupełnie sama. Musiała dowodzić choćby tego, że w dniu, w którym ponoć szyła była w pracy, przez co przesłuchiwany był między innymi jej szef. Nie zapominajmy także o tym, że Karolina nie potrafi obsługiwać maszyny. Tak więc musiała udowadniać, że „nie jest wielbłądem”. Tak czy siak, to właśnie ona została wezwana na komendę policji jako… sprawca wykroczenia!
Co ciekawe, problemu nie rozwiązywało to, że głowica znajduje się w piwnicy Karoliny Pazdry. Podczas mediacji, zdecydowano więc, że głowica wyniesiona zostanie do piwnicy państwa J. To również nie przyniosło żadnego skutku! Skargi pojawiały się nadal.

W czasie gdy Karolina składała wyjaśnienia na kłobuckiej komendzie wraz z swoją mamą, dzielnicowy udał się także do mieszkania państwa J. Co ciekawe pani Henryka jak tylko zobaczyła dzielnicowego, od razu poskarżyło się, że tuż przed jego przyjściem skończyły się ”hałasy wydawane przez maszynę”. Pech chciał, że od kilku godzin tak Karolina jak i jej mama były na komendzie, co potwierdza rzecznik prasowy policji. Tym razem cały misterny plan… nie wypalił.
Karolina Pazdry złożyła zawiadomienie o fałszywym oskarżeniu, które według polskiego prawa jest przestępstwem. W listopadzie zgłosiła także na policji wykroczenie dotyczące złośliwego niepokojenia przez sąsiadów.

Jak zakończy się sąsiedzki konflikt?
Na to pytanie trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Sprawa może mieć drugie dno. Być może starsze małżeństwo jest podsycane przez kolejną sąsiadkę, panią W. (Jej domofon niestety nie odpowiadał, nie udało nam się z nią skontaktować). Ponoć pani W. była już skonfliktowana z jedną sąsiadką, a Barbara Grzelak potrafiła się wstawić za starszą panią, która według niej, była bezpodstawnie atakowana. Z relacji pani Barbary i jej córki wynika, że pani W. jest częstym gościem państwa J. Czy to ona podsyca konflikt? Na to pytanie również nie znamy odpowiedzi.

Pragnę zwrócić uwagę, że w rozwiązanie konfliktu sąsiedzkiego zaangażował się również dzielnicowy, który wielokrotnie próbował pogodzić skłócone strony. Policjant przedstawiał możliwości rozwiązania sporu. Co więcej, w grudniu 2016 roku dzielnicowy zorganizował spotkanie sąsiadów, które odbyło się w Punkcie Interwencji Kryzysowej w Kłobucku. W spotkaniu brała udział również mediatorka – dodaje Kamil Raczyński.

Owe mediacje odbyły się na prośbę Karoliny Pazdry. Do tej pory nie przyniosły one żadnego skutku. Niedawno miało miejsce kolejne spotkanie, na którym pojawiły się następne pomysły. Otóż jeśli głowica ma wrócić do mieszkania Pani Grzelak, najlepiej by ta podpisała pismo, w którym zobowiąże się do… nieużywania maszyny.
Trudno nie zadać sobie pytania, czy owe dźwięki nie pochodzą z innego mieszkania, jednak pan Jerzy i pani Henryka są mocno przekonani, że hałasy pochodzą właśnie od sąsiadów z dołu. Wiadomo, że mieszkanie w blokach jest obarczone pewnymi niedogodnościami, ale cała ta sprawa wydaje się groteskowa.

”Jackie”
Czy małżeństwo państwa J. w końcu ustanie w usilnych próbach uprzykrzenia życia swoim sąsiadkom z dołu? Biorąc pod uwagę wiele faktów z całej sprawy, małżeństwo to nie lubi życia w próżni. Jest jednak sporo przyjemniejszych zajęć od ”donoszenia” i szukania sobie problemów. Tak sądzę. Długo nad tym wszystkim myślałem i wymyśliłem. Możliwym jest jeszcze to, że winnym całego zamieszania może być pies Karoliny Pazdry. Może to Jackie (fonetycznie Dżeki, na zdj.) nauczył się szyć i dorabia sobie na boku? Pytanie tylko jak ta zdolna bestia przenosi głowicę maszyny z piwnicy państwa J., a później szybko i sprawnie odstawia ją na miejsce?

Państwo J. nie chciało ze mną rozmawiać. Dzwoniłem domofonem do ich mieszkania. Przedstawiłem się. Wyjaśniłem w jakiej sprawie przyszedłem. Od pana Jerzego usłyszałem, że nie będzie ze mną rozmawiał. Zapytałem czy na pewno nie zamierza się odnieść do całej sprawy. Nie chciał. Dopytałem czy może małżonka może się wypowiedzieć, pan Jerzy znów odpowiedział, że nie. Brak odpowiedzi też jest odpowiedzą.

Nie wyrażono zgody na używanie ich pełnego nazwiska, stąd po pierwszej literze pojawia się kropka. Tym razem w związku z prośbą, a w przyszłości być może z konieczności. Za przestępstwo z artykułu 234kk, to jest składania fałszywych oskarżeń, grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub jej pozbawienia. Na dwa lata. Oby czarny scenariusz się nie spełnił.

Sebastian Zielonka
zielonka@miejska.info.pl

————————————————————————————————————————————————————————

Rzecznik prasowy KPP w Kłobucku, sierż. st. Kamil Raczyński:
”Mieszkańcy, którzy mają być pokrzywdzeni przez głośne użytkowanie maszyny do szycia przez sąsiadkę informowali dzielnicowego, iż na początku tego roku również miała miejsce taka sytuacja. Potwierdzam również, że dzielnicowy poinformował wtedy zgłaszających, że tego dnia w godzinach popołudniowych, sąsiadka wraz z córką przebywały w budynku komendy policji na przesłuchaniu.”

Miejska TV