Karambol na A1 – mieszkańcy powiatu kłobuckiego tam byli i nieśli pomoc innym!


Dwóch mieszkańców naszego powiatu było na miejscu niemal w chwili wypadku, biorąc czynny udział w niesieniu pomocy poszkodowanym. Jako jedni z pierwszych wezwali również pomoc do karambolu informując pod alarmowym numerem 112 o zdarzeniu. Byli to Paweł Kowalczyk, właściciel Fergopolu, a także Karol Jędrzejczyk – komendant OSP w Czarnej Wsi. Z oboma panami rozmawiali Jarosław Brzęczek oraz Bartosz Dominik z Tygodnika Klobucka.pl.

W ubiegły czwartek na autostradzie A1 w pobliżu Piotrkowa Trybunalskiego, w odstępie kilkunastu minut doszło do wypadków po obu stronach autostrady. Trasa została zablokowana na wiele godzin. W ratowaniu poszkodowanych brało udział kilkuset ludzi, w tym ponad stu strażaków, podobna ilość policjantów i masę innych służb. Na miejscu ściągnięto też Lotnicze Pogotowie Ratunkowe.

MIESZKAŃCY POWIATU KŁOBUCKIEGO PRZY WYPADKU
Mieszkańcy z naszego powiatu nie tylko byli świadkami zdarzenia, ale brali także czynny udział w niesieniu pomocy poszkodowanym Byli w aucie, które nie brało udziału w kraksie, a zatrzymali się tuż za ostatnim z rozbitych pojazdów. Obaj panowie niezwłocznie rozpoczęli niesienie pomocy, jeszcze przed przyjazdem służb ratunkowych. Wstępne rozpoznanie sytuacji przekazali przybyłemu na miejsce zastępowi Straży Pożarnej po czym nadal w miarę potrzeb aktywnie uczestniczyli w udzielaniu pomocy.

ROZMOWA Z UCZESTNIKAMI ZDARZENIA PAWŁEM KOWALCZYKIEM I KAROLEM JĘDRZEJCZYKIEM
Jarosław Brzęczek (JB) Przyczyną zdarzenia była gęsta mgła, jak informują media. Wam w drodze do Łodzi na szczęście udało się uniknąć wypadku. Jak to wyglądało?

Paweł Kowalczyk (PK) – W samochodzie zamontowana była kamera, która nagrała to, w czym uczestniczyliśmy. W czasie jazdy piękna pogoda, kilkanaście minut przed godziną dziewiątą nie było żadnego ostrzeżenia, że na drodze może się cokolwiek wydarzyć, idealne warunki do jazdy przy porannym słońcu. Jechaliśmy nieśpiesznie. W którymś momencie przez CB Radio zaczęły się pojawiać komunikaty o karambolu przed nami. Było to może na kilkadziesiąt sekund przed dojechaniem do ostatniego z uszkodzonych pojazdów. Zwolniliśmy jeszcze bardziej i naszym oczom ukazały się pierwsze ze stojących w korku aut. Zjechałem na prawy pas i dosłownie kilka sekund później opary mgły pochłonęły auta przed nami. Z widoczności drogi około stu metrów zrobiło się może dziesięć, piętnaście. Nagle!
Bartosz Dominik (BD). Czyli to, co przekazywały media o niedostosowaniu prędkości do warunków, mija się z rzeczywistością?
PK. Trudno to ocenić, są specjaliści, niech się wypowiedzą. Faktem jest, że mgła pojawiła się błyskawicznie. Z dobrych, słonecznych warunków na drodze, nagle zrobiło się mleko.

Karol Jędrzejczyk (KJ) – obaj z kolegą mamy duże doświadczenie w trudnych warunkach. Jeździmy ciężkim sprzętem (pługo-piaskarkami), utrzymujemy zimą drogi. Wiemy, że warunki potrafią się zmieniać błyskawicznie, ale i dla nas było to zaskakujące. Dobra widoczność i nagle zero widoczności.

JB. Zatrzymaliście się na poboczu i co dalej?
PK. W zasadzie to zatrzymałem się tylko na chwilę, Karol pobiegł zobaczyć co jest przed nami, bo nie mieliśmy wyobrażenia czego można się spodziewać. Ja zdecydowałem zostawić prawy pas wolny dla służb i zjechałem do lewej krawędzi. Wtedy zobaczyłem, że jesteśmy pierwszym autem, które nie doznało uszkodzeń. Wszystko co przed nami, było rozbite, pomiażdżone i pogięte. Okropny, paraliżujący widok. Wyszedłem z auta za kolegą. Rozglądałem się przez chwilę zupełnie bezradnie. Człowiek nie jest przygotowany na takie wrażenia, wszędzie ranni ludzi, zniszczone pojazdy, szkło, plastiki i krew, ludzie kulejąc wysiadali z aut. Pierwszą osobą, której wraz z Karolem pomagaliśmy była kobieta z niebieskiego auta – nie wiem, jakie to auto. Prowadzę stację diagnostyczną od wielu lat i nie rozpoznałem pojazdu. Zatrzymaliśmy się najpierw przy kierowcy osobówki – KJ. – to był taki starszy mężczyzna, zapytałem czy wszystko z nim w porządku? Odpowiedział, że boli go klatka piersiowa, ale poza tym nic mu nie jest. A gdzie jest kierowca tego auta przed nami? Nie wiedział. Nie widział, by ktoś z auta wyszedł. Okazało się, że wewnątrz pojazdu jest zakleszczona kobieta. Leżała głową na wycieraczce od strony pasażera, auto od strony kierowcy było zmiażdżone do połowy siedzenia. Nie umieliśmy się dostać do środka, drzwi były zaryglowane. Dopiero po chwili udało nam się wejść do auta. Kobieta była na skraju przytomności, był duży problem z uwolnieniem jej nóg – prawdopodobnie były złamane, chyba również żebra. (KJ) Jak najdelikatniej udało nam się ją z auta wyciągnąć, niosłem ją na rękach, Paweł nałożył jej bezrękawnik, czy jakiś sweter, który znaleźliśmy w środku.

PK. Trzeba mieć świadomość, że w aucie większość z nas ma ciepło, nie odczuwamy skutków mrozu, który jest na zewnątrz, a tutaj przy temperaturze poniżej zera ludzie z rozbitych aut marzli. Nie wiadomo było, jak im pomóc, niektórzy leżeli na zimnym asfalcie patrząc w niebo, inni chodzili oszołomieni tym, co się stało. Po udzieleniu pomocy rannej kobiecie z niebieskiego auta, podeszliśmy do białego forda, wewnątrz jechało czworo ludzi w tym dziecko. Jechali na pogrzeb. Kobieta doznała urazu głowy, miała rozcięte czoło i otwarte złamanie ręki, mężczyzna był bardzo oszołomiony wypadkiem, niewiele do niego docierało. Próbowaliśmy pomóc im opuścić kompletnie zniszczone auto, widać było przerażenie na ich twarzach, najlżej poszkodowane było dziecko, miało tylko otarcie i ból w klatce piersiowej.

KJ. Rozglądaliśmy się pośród zniszczonych aut – w sumie, to nawet nie zastanawialiśmy się nad rozmiarem tego wypadku (PK). W pewnej chwil zobaczyliśmy słup dymu i krzyki dochodzące gdzieś z przodu, że pali się jedno z aut i że są tam zakleszczeni ludzie. Szybko poszliśmy do palącego się wraku pojazdu, na szczęście nie było nikogo wewnątrz. Chyba dopiero wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że karambol jest ogromny, to było kilkaset metrów uszkodzonych i kompletnie zniszczonych aut.

PK. Idąc pomiędzy nimi trudno było ocenić komu najpierw pomagać. Tak doszliśmy do pierwszych pojazdów biorących udział w zdarzeniu. Tutaj też byli najciężej poszkodowani w wypadku. Pierwsza ciężarówka uderzyła w naczepę-chłodnię, to spowodowało zmiażdżenie szoferki, chwilę później kolejna ciężarówka uderzyła w naczepę, to z kolei mogło spowodować, że zniszczona kabina kierowcy opadła w kierunku jezdni. Uwięziony był w niej 25 letni Tomasz. Młody chłopak spędził w kabinie około 40 minut głową w dół, w samej koszulce – pod koniec tracił już przytomność. Strażacy nie umieli go uwolnić spośród poskręcanego żelastwa. Rozmawiałem z nim długi czas, starając się odciągnąć jego myśli od połamanych nóg i cierpienia, które było słychać w głosie. Już po uwolnieniu, okryłem go folią, aby nie tracił ciepła (widać to na jednym z filmów w TVN24 – przyp. red.). Chłopak był w szoku pourazowym. Zapomniał numeru do swojej dziewczyny, nie pamiętał też wzoru, by odblokować telefon. Ostatecznie udało się rozmawiać z jego najbliższymi, poinformował ich, co się stało. Znaleźliśmy z Pawłem jego dokumenty, na których mu zależało. Martwił się, zastanawiał czy to jego wina, czy to on spowodował wypadek? Pocieszałem jak mogłem, tłumaczyłem że to warunki na drodze. Pamiętał, że naczepę poprzedzającego go auta zobaczył gdy w nią uderzył, może ułamek sekundy wcześniej. Został odtransportowany helikopterem do szpitala. (były wezwane cztery, ze względu na warunki, wylądowały tylko dwa, które miały problem z odlotem, gdy pogoda się ponownie załamała. Jednym z nich odleciał 25 latek).

KJ. W kolejnej ciężarówce inny kierowca, również w bardzo ciężkim stanie. Kabina zmiażdżona, bardzo trudny dostęp. Gdy ratownikom udało się go z auta wyłuskać, nie czekano na poprawę pogody i wysłano chłopaka ambulansem, była konieczna natychmiastowa pomoc. Drugiego z kierowców, do helikoptera stojącego kilkaset metrów dalej – odwieziono lawetą samochodową.

JB. Z filmów, które od Was otrzymaliśmy wynika, że spędziliście tam prawie dwie godziny. Jak przebiegała akcja ratunkowa?
PK.
Nie wiem, w jakim czasie dotarły na miejsce pierwsze służby, pewnie kilkanaście minut od zdarzenia. Karol przekazywał pierwszym ratownikom informacje, które udało nam się zdobyć pośród rannych. Byli na początku równie zagubieni, jak my dwaj. Każdy z nas widział wypadki, Karol jest wręcz specjalistą od niesienia pomocy. Jako strażak brał udział w dziesiątkach akcji, ma przeszkolenia…, to jednak nie wystarczy. Nie na takie zdarzenie. Kiedy staje się pośród ogromu zniszczeń i dziesiątek rannych osób, bardzo trudno ocenić od czego zacząć, kogo najpierw ratować, kto potrzebuje najbardziej pomocy – bo wszyscy jej potrzebują. Wspomniałem wcześniej o ludziach jadących na pogrzeb, jeden z ratowników, poprosił mężczyznę o dokumenty, człowiek ten nie wiedział, czego od niego chcą. Inny przykład, kobieta z niebieskiego samochodu, szukałem na jej prośbę torebki, która została we wraku – lekarze nie chcieli, by zabierała ją do karetki – zapisałem numer telefonu i obiecałem poszukać, ostatecznie torebka pojechała z poszkodowaną – ona była cały czas świadoma. Dzień później odpisała na mojego SMS-a, że nie pamięta nic z wypadku, nawet tego jak była niesiona i wyciągana z auta przez Karola.

PK, KJ. – refleksja przychodzi później. Gdybyśmy wyjechali minutę wcześniej, albo jechali odrobinę szybciej, bylibyśmy w samym centrum tej katastrofy. Pomagając innym nie zastanawialiśmy się nad tym, to przyszło później, gdy jechaliśmy już w dalszą drogę. Nawet za dużo nie rozmawialiśmy w opóźnionej podróży do Łodzi, każdy z nas myślał o tym, jakby to było gdybyśmy to my leżeli na drodze patrząc w niebo…, a po drugiej stronie autostrady mijaliśmy kolejny karambol i kolejne ludzkie tragedie.
———————————————————————————————————–
KARAMBOL – szczegóły.
W wyniku katastrofy do szpitali zostało odwiezionych 32 osoby, część z nich nadal tam przebywa. Pięć osób było w stanie ciężkim. Pierwszy z dwóch karamboli na przeciwległych pasach miał miejsce około 8:40 w kierunku Łodzi. Drugi w Woli Bykowskiej kilkanaście minut później. Tam rannych było mniej – pięć osób, w tym dziecko. Było jeszcze trzecie zdarzenie o mniejszych skutkach – kilka pojazdów. Przy panującej mgle ograniczającej widoczność do około 40 metrów niektóre z pojazdów jechały ponad 100km/h. Najpierw doszło do zderzenia dwóch ciężarówek, z której jedna jechała z nadmierną do warunków drogowych prędkością. Kierowca nie zauważył poprzedzającego go pojazdu i z impetem uderzył w naczepę, miażdżąc szoferkę własnego auta. Później to już efekt domina, samochody najeżdżały na kolejne, które utknęły w zderzeniu. Jedno z aut spłonęło.

 

20170126_101138 (Copy)

20170126_100034 (Copy)

karambol 1 (Copy)

Miejska TV