WPADŁA Z CÓRKĄ POD TRAMWAJ

26-letnia mieszkanka gminy Panki wraz z 4-letnią córką w piątek 10 lutego w Częstochowie około 12:30 wpadła pod ruszający z przystanku „Politechnika” tramwaj.

Wszystko działo się naprzeciwko Politechniki Częstochowskiej przy alei Armii Krajowej. Telefon pod numerem alarmowym zadzwonił o 12:29, zgłoszenie mówiło o potrąceniu dwóch osób przez tramwaj na wysokości Politechniki Częstochowskiej. Przejście dla pieszych w tym miejscu ma sygnalizację świetlną, dotyczy ona jednak tylko jezdni – do wysepki przed torowiskiem tramwajów, przejście przez torowisko nie posiada osobnej sygnalizacji. Jak opisują świadkowie zdarzenia, w tym miejscu można się łatwo zagapić, duży ruch, w dodatku szeroka cztero-jezdniowa aleja i zwyczajny codzienny rytm dnia – telefony, dziecku u boku… „Świadkowie” piszą też, że rozmawiała przez telefon przechodząc przez jezdnię, że się zagapiła itd. itp… Nawet policja informuje w sposób, który może potwierdzać to, co widzieli „świadkowie”:
Kobieta przeszła przez przejście z sygnalizacją świetlną i chciała przejść przez kolejne przejście, gdzie nie ma już sygnalizacji. Wtedy według naszych ustaleń wtargnęła pod tramwaj” – mówi Marta Ladowska, oficer Prasowy częstochowskiej Komendy Miejskiej Policji.

Jak można przeczytać na Częstochowa998: “26-letnia kobieta znajdowała się pod przednim taborem – została ostrożnie spod niego wyciągnięta przez strażaków, którzy nałożyli jej kołnierz ortopedyczny udzielając wsparcia psychologicznego. 4-letnia dziewczynka wyszła spod niego o własnych siłach i dzięki świadkom zdarzenia została przeniesiona do wnętrza taboru, gdzie straciła przytomność. Strażacy zabezpieczyli miejsce zdarzenia ogradzając teren działań taśmą ostrzegawczą, a zespoły ratownictwa medycznego zajęły się poszkodowanymi – obydwie osoby przetransportowano do szpitala. Działaniami straży dowodził z-ca dowódcy JRG 2 – st. kpt. Paweł Froch. Ruch tramwajowy w obydwu kierunkach został wstrzymany, a prawy pas w stronę ulicy Dekabrystów zablokowany. Przyczyny tego zdarzenia wyjaśnia policja”.

W rozmowie z redakcją klobucka.pl poszkodowana powiedziała, że do wypadku doszło, jednak jego przebieg był zupełnie inny niż relacje i komentarze „świadków”. I chociaż nie chce do wypadku wracać myślami, to jednak wyjaśnia, jak to wyglądało.
Szłyśmy z córką od strony bloków w kierunku Politechniki. Przeszłam przez torowisko tramwajowe i w tym momencie poczułam uderzenie ruszającego tramwaju. Zahaczył o nas w momencie, kiedy kończyłam przechodzić przez tory. Na szczęście ruszał dopiero, rozpędzony by nas zmiótł. Z samego wypadku w zasadzie tyle pamiętam. Nie jest prawdą, że straciłam przytomność itp. Zresztą już w szpitalu słyszałam i taką wersję, że nie żyjemy… Po co ludzie takie rzeczy piszą, po to żeby zabłysnąć? Bo prawdy w tym nie ma żadnej. W poniedziałek wyszłam ze szpitala, jestem obolała i poobijana, podobnie moja córeczka. Co więcej mówić? Zdarzyło się i tyle. Jesteśmy całe, a to najważniejsze“.

Rodzina uważa, że błąd popełnił motorniczy tramwaju ruszając gdy kobieta z dzieckiem była jeszcze na przejściu. Jak było naprawdę wyjaśnią śledczy częstochowskiej policji.

Jarosław Brzęczek
Redaktor naczelny klobucka.pl

Miejska TV