Radiowóz potrącił psa i odjechał

Dzisiaj w Łodzi samochód potrącił psa. Nie tylko odjechał z miejsca zdarzenia, ale kierowca zostawił na miejscu tablicę rejestracyjną zaczynającą się od liter HPF. To oznaczenie służb publicznych, a ściślej łódzkiej policji.

Pies umarł na rękach mężczyzny. W Łodzi 1 października po 10:00 na ul. Rzgowskiej oznakowane policyjne auto potrąciło czworonoga. Samochód odjechał, zostawiając na miejscu tablicę rejestracyjną. – Jak przejeżdżałem, mijałem się na drodze z tym radiowozem. Jedyne, co zobaczyłem, to jak radiowóz przejechał i został pies. Automatycznie zahamowałem – mówi Tomasz Matliński. Mężczyzna od razu się cofnął. Nieopodal przechodziły jeszcze dwie osoby. – Policja potrąciła psa i pojechali – krzyknęła jedna z nich.

Kierowca zbliżył się do czworonoga, któremu krew zaczęła płynąć z pyszczka. W tym czasie obserwująca to wszystko kobieta pytała, czy zwierzak żyje. – Wziąłem go na ręce, zniosłem z drogi. Jeszcze sprawdzałem mu akcję serduszka, ale była bardzo intensywnie przyspieszona. Wręcz dygotało to serce – mówi kierujący. Trwało to kilka minut. Niestety serce zaczęło wolniej bić. Pies zmarł na rękach człowieka, krztusząc się krwią.

Mężczyzna nie widział, kto prowadził wymijany pojazd. W sprawie nie milczy sama policja, a Komendant Miejski Policji w Łodzi miał polecić wszcząć postępowanie kontrolne dla wyjaśnienia okoliczności potrącenia zwierzaka. – Według relacji świadków, zwierzę wbiegło przed jadący w kierunku ul. Dąbrowskiego oznakowany radiowóz i zostało potrącone. Oznakowanym radiowozem kierował pracownik cywilny wykonujący przejazd techniczny związany z serwisowaniem pojazdu – informuje kom. Marcin Fiedukowicz, rzecznik KMP w Łodzi. Zdaniem służb, właścicielka czworonoga przyznała, że tego dnia pies jej uciekł i znajdował się bez dozoru człowieka, co nie tłumaczy zachowania kierującego policyjnym autem.

Krzysztof Rygalik
rygalik@miejska.info.pl
Fot.: profil facebookowy

[metaslider id=”15291″]

 

Miejska TV